Coraz więcej oznak wiosny, która niestety musi stale toczyć pojedynki z zimą o to, kto tu rządzi. Nasza trzyosobowa formacja piechoty dzielnie wiosnę w tym zakresie wspiera.
Trzyosobowa, bowiem jedną z koleżanek dopadła mocna grypa i opuścić jej nie chce.
Jest tak jak pisałem na zakończenie poprzedniej relacji, czyli, że ponownie wędrować będziemy nowymi szlakami wyznaczonymi przez gminę Porąbka.
Tak jak poprzednio zaczynamy w Wielkiej Puszczy, ale nie przy samej leśniczówce, tylko na przystanku autobusowym przed nią. Żółty szlak, bo nim pójdziemy, na tym odcinku prowadzi asfaltem i nic się nie stanie jeśli nie zostanie przedreptane tych zaledwie kilka setek metrów. Wychodząc z autobusu MZK Kęty linii nr 9 od razu jesteśmy na szlaku o 8.30.
Zaraz też zejdziemy z asfaltu małym wyrypkiem w las. Poszukiwałem jakiegokolwiek śladu na polskich mapach internetowych tych nowych szlaków, ale nie dosyć, że ich nie tam nie ma, to jeszcze, żeby wydrukować sobie odpowiedni fragment mapki trzeba zapłacić.
Całe szczęście, że odkryłem czeskie mapy, na których są wszystkie szlaki Europy, w tym te nowe, którymi szliśmy tydzień temu i pójdziemy dziś. Wydruk oczywiście darmowy.
... a dowiedziałem się o stronie "mapy.cz" czytając lekturę blogową jednej z pań, która w ubiegłym roku przemierzała niebieski szlak, którym dziś będziemy schodzili.
Bardzo ciekawy szlak, w górę, ale spokojnie. Ciekawe są te ulice na leśnych ścieżkach. W górze coraz bardziej widoczne będzie niebo, ale to będzie się zmieniać, bo jak napisałem na początku, potyczki pór roku trwają.
Pod Przełęczą Bukowską widzimy dom, przed którego obejściem jest wysyp czosnku niedźwiedziego. Będzie go później sporo, ale nie zrywamy dziś, gdyż trzeba będzie się na niego wybrać bliżej domu. Jak wiadomo lub nie wiadomo, w województwach opolskim, śląskim i małopolskim czosnek niedźwiedzi nie jest pod ochroną tak jak w reszcie kraju. U nas można go zrywać.
Przed wspomnianą Przełęczą Bukowską spotykamy zielony szlak turystyczny i wspólnie poprowadzą nas na przełęcz. Będziemy tam o 9.17, czyli szliśmy krócej niż opis szlakowskazu na dole.
Tutaj kończy się żółty "porąbkowy" ale zaczyna żółty turystyczny w stronę Targanic przez Złotą Górkę.
Zielony prowadzi przez Trzonkę i Palenicę do Porąbki. Zaczyna się natomiast nowy niebieski do Porąbki przez Bukowiec. Okazuje się, że aż do Bukowca ten odcinek będzie mi znany, gdyż przed 6 laty, 23 marca 2013 prowadziła nim 362 trasa... wtedy to było bezszlakowe przejście drogi krzyżowej, gdyż taka tu jest.
Zresztą 362 trasę uznałem na końcu 2013 za trasę roku.
Schodzimy niebieskim, ja focę niektóre stacje drogi krzyżowej i wraca w pamięci tamto wychodzenie wtedy w górę.
Jadąc do Porąbki autobusem przejeżdżaliśmy przez Czaniec i zacząłem sobie podśpiewywać parafrazując tekst piosenki Anny Jantar "tylko mnie zaproś do Czańca, na nic innego nie liczę" i to do mnie przylgnęło i tak będzie do wieczora.
Po wyjściu z lasu będzie widać Czaniec. Do fotki z przystankiem autobusowym w Bukowcu (10.17) odcinek szlaku był mi znany, potem znowu nieznane. Patrzymy na coraz większą ilość oznak wiosennych, choć są także ośnieżone świeżo tej nocy czubki szczytów gór.
Spotykamy kolonię sikorek, które bardzo cieszyły się z życia, a ile było radosnych śpiewów... chciałoby się z nimi zostać.
Przechodzimy niepostrzeżenie z Bukowca do Porąbki i przez moment pójdziemy ulicą Krakowską, czyli tą samą, którą tu przyjechaliśmy rano i którą odjedziemy (znowu przez Czaniec).
Skręcamy na koronę Jeziora Czanieckiego i nad nami pojawiają się ciemne chmury, zrobiło się ciemno, a władczyni jeziora, długoszyja biała dama, przyjmuje defiladę naszej piechoty. Nawet zawróciła i kawałek z nami popłynęła.
Potem kapiące się zające i o 11.05 wejdziemy do centrum Porąbki. Jeszcze tylko wizyta w punkcie PTTK i jest pieczątka, jest mapa i widokówki.
Ostatnia fotka na przystanku robiona przez panią, która chciała koniecznie pstryknąć, a aparat nie chciał. Dopiero na hasło "autobus podjeżdża" zadziałało, ale jedna z koleżanek przez to ma ścięty kawałek czapki.
Ważne, że się udało i o 11.15 wsiadając do autobusu kończymy trasę, na której wszyscy napotkani ludzi byli nadzwyczaj serdeczni, co podkreślam, gdyż nie wszędzie i nie zawsze tak jest.
Poznaliśmy kolejne nowe trasy, a przed nami jeszcze jedna nowa... ale to za jakiś czas.