niedziela, 30 września 2018

736 trasa - 28/29.09.2018

Zakopane Krzeptówki - Wierch Poroniec - Rusinowa Polana - Wiktorówki - Złota Dolina - Zazadnia.

Spektakl zakrywania Wysokich Tatr przez kurtynę z chmur widoczny z Rusinowej Polany. To wszystko trwa przez kilka minut... tak to jest w górach, że niektóre zjawiska zasłaniania gór i odsłaniania trwają  tak krótko.
W Tatrach nie byłem od 2 lat, ale z polskiej strony dokładnie od 13-tu. To, że teraz tu mogłem być zawdzięczam pomysłodawczyni i opiekunce wycieczki ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Ustroniu Polanie.
Już teraz na wstępie okazuję swoją wdzięczność za umożliwienie tegorocznego "liźnięcia" Tatr, bo nie wiem, czy grudniowy wyjazd na słowacki Hrebieniok, do lodowych rzeźb... wypali.
Dla mnie była to lekcja współczesności w polskiej szkole, bowiem do tej pory uważałem, że tylko nauczyciele z lat kiedy ja chodziłem do szkoły byli wartościowymi... i co się okazuje... zarówno opiekunka jak i jej koleżanka tamte tradycje podtrzymują. Jestem niezmiernie szczęśliwy za to odkrycie.
To nie jest generalna opinia o dzisiejszych nauczycielach, tylko o tych ze SP3 w Ustroniu. Mam nadzieję, że gdzie indziej jest podobnie. Obie kobiety mają posłuch u podopiecznych i warto byłoby, żeby rodzice w wychowaniu swoich dzieci za nimi podążali. Jedna z matek także była uczestnikiem wycieczki i to jest przykład na to, że można wspólnie kształtować charaktery i życie swoim pociechom i wychowankom.
 Do Zakopanego wjeżdżaliśmy późnym popołudniem w piątek i widzieliśmy jak horyzont przedzielony jest na pół. Od zachodu zachodzące słońce a od wschodu ciemne chmury zwiastujące deszcz. Giewont od zachodzącego słońca miał barwę złotą, potem miedzianą i przeszedł w brąz. Tego na fotkach nie będzie, bo takich nie mam. Mam to tylko w oczach zapamiętane.
Teksty autokarowe młodych ludzi były nie do zastąpienia. Jedna z dziewczynek zapytała: "Kto był w Alpach?" ; podniosły się 2 ręce w górę i jeden z chłopaków wyraźnie zaskoczony zapytał: "A kto jeździł na alpace?"
Na Krzeptówki w Zakopanem dojechaliśmy szczęśliwie i zakwaterowaliśmy się w Szkolnym Schronisku Młodzieżowym. Przydział do pokoju dostałem z piątką gladiatorów, a jak gladiatorzy to pełni energii i pomysłów. Te pomysły jako nowacyjne przekraczały momentami umowne granice snu i jaźni... ale dziękować Bogu należy, że są zdrowi i mają energię... a pani opiekunka i tak nad nimi zapanuje, bo ma AUTORYTET. Brawo!
Moja trasa zaczyna się po zakwaterowaniu, od wyjścia na pocztę o godzinie 19.00. Oczywiście, jak mógłbym nie wstąpić do Sanktuarium MB Fatimskiej, na którego terenie nocował nasz autokar.
Akurat trwała tam msza święta i nie wypadało mi wejść w połowie jak intruz i fotki pochodzą z tyłu kościoła. Krótka modlitwa i powrót do schroniska, gdzie o 20-tej panie nauczycielki przygotowały dla wszystkich kolację. Po kolacji przewodnik tatrzański, a jednocześnie członek międzynarodowego stowarzyszenia przewodników górskich UIMLA, zaprosił nas na prelekcję o Himalajach, w której dużą sekwencję poświęcił Jerzemu Kukuczce.
Nasz przewodnik jest z najwyższej półki. Był praktycznie wszędzie poza Antarktydą. Mógłby mówić i mówić i mówić... a dzieciaki to chłonęły i wykazywały się swoją wiedzą. Sam był zaskoczony i powiedział, że po raz pierwszy w swoim długim życiu spotkał tak ciekawych tej wiedzy młodych ludzi.
A ja cieszyłem się, bo to świadczy o bardzo wysokim poziomie nauki w ustrońskich szkołach i o tym, że te szkoły potrafią przekazać uczniom dane do osobistych zainteresowań.
Potem był w telewizji słynny siatkarski mecz Polska - Włochy, a jeszcze potem nocleg.
Rano w sobotę śniadanie, oczywiście przygotowane przez panie opiekunki, ale z elementami zadbania o swoje żołądki przez same dzieci. Co mam na myśli? To, że produkty zostały dane, a każdy musiał sobie posmarować chleb, zrobić kanapkę na teraz i na wycieczkę. WSPANIAŁA SPRAWA! Okazuje się, że dziecko potrafi i mamusia nie musi tego robić (bo tu mamusi nie ma).
Czaruś, duuuuuży kot chciał pieszczot i pojawił się na kolanach kilku z nas, a poza tym koty były najczęściej foconymi zwierzątkami na trasie.
Równo o 9-tej opuściliśmy schronisko. Przejście do autokaru. W nocy padało i to mocno, padał w niektórych miejscach nawet śnieg... ale teraz nad nami niebieskie niebo, ale tylko w małym fragmencie i mamy nadzieję, że w górach będzie nam towarzyszyło.
Nadzieja nadzieją... i tak o 9.50 przyjechaliśmy do wejścia do Tatrzańskiego Parku Narodowego, Wierch Poroniec i zielonym szlakiem idziemy w stronę Rusinowej Polany. Idziemy cały czas wśród drzew i tylko od czasu do czasu pokażą się jakieś widoki i to jeszcze w mgielnych obramowaniach.
Nasz przewodnik co jakiś czas zatrzymuje się i opowiada o Tatrach, o tym co widać i o różnych innych rzeczach, a robi to z wdziękiem, bowiem sam kiedyś był nauczycielem.
Będzie widać na jednym ze zdjęć po słowackiej stronie, w oddali rezydencję prezydenta Słowacji.
Zanim dojdziemy do Rusinowej Polany, to parokrotnie aura nam zmieni oświetlenie w spektaklu. Będziemy tam o 11.35. Wtedy też rozpocznie się szybkie zasłanianie Wysokich Tatr z Gerlachem i w pewnym momencie zostanie tylko taki między chmurami wlot do tunelu. Tak sobie pomyślałem, że takimi tunelami odchodzą do nieba Ludzie Gór. Zresztą później na Wiktorówkach będzie widać w specjalnej sekwencji tablice poświęcone Im, a zwłaszcza przewodnikom, niekoniecznie tatrzańskim.
Chmury na moment zakryły całą Rusinową Polanę, ale pędzący wiatr je rozgonił i możemy stąd oglądać zbocze Gęsiej Szyji. Równo w południe zaczynamy schodzenie w dół niebieskim szlakiem.
To właśnie nim o 12.20 zejdziemy na Wiktorówki do Sanktuarium Królowej Tatr, a jednocześnie do klasztoru ojców Dominikanów, z których kilku niegdyś było w Ustroniu Hermanicach.
Akurat jest końcówka mszy świętej, więc zapoznajemy się z tablicami Ludzi Gór, o czym już pisałem.
Potem zwiedzenie środka kościółka i herbatka przygotowana przez braci zakonnych... ja do środka wszedłem tylko po pieczątkę... gdyby to była kawa... to zostałbym. Bardzo dużo ludzi jak na takie pomieszczenie, bo przecież nie tylko my tam byliśmy.
O 13.08 zaczynamy schodzenie do Zazadniej , Złotą Doliną i równo po godzinie tam jesteśmy.
To jest godzina mety tej 2-dniowej trasy i jeszcze tylko przejście do autokaru (który jest na ostatnim zdjęciu) i wracamy szczęśliwi do Ustronia.