czwartek, 26 marca 2020

840 trasa - 26.03.2020

Ustroń Sportowa - Szlak Greenway - Skoczów PKP - Mickiewicza - Rynek - Bielska - Aleja Jana Pawła II - Skoczów Kaplicówka.

Kaplica św. Jana Sarkandra na skoczowskiej Kaplicówce. Cel mojego ponad 14-tokilometrowego spaceru. Aktualnie nie zaleca się odwiedzin świątyń, ale będącą na świeżym powietrzu można. Miejsce, do którego pielgrzymował Jan Paweł II w 1995 roku. To ważne miejsce i właśnie tutaj przyniosłem modlitwy o cofnięcie zarazy i o uzdrowienie chorych. Nieważne czy zostali zakażeni nieświadomie, czy igrali z losem.
W najnowszym numerze Gazety Ustrońskiej mieszkańcy miasta dzielą się informacjami na temat, jak sobie radzą z koronawirusem. Jest tam także moja wypowiedź i od niej zaczynam zdjęciową relację. Zaczynam dlatego, że dzisiejszy spacer jest potwierdzeniem zamieszczonych tam słów.
Rozpocznę wędrowanie nad brzegiem Wisły, na ulicy Sportowej na wysokości dawnej Kuźni Ustroń o 8.50.
Pójdę "zieloną drogą" czyli rowerowym szlakiem Greenway wiodącym z Wiednia do Krakowa. To także inny szlak rowerowy - brzegiem Wisły właśnie z Wisły do Gdańska.
Kolejne samotne dreptanie, ludzi na lekarstwo. Na całym odcinku do Skoczowa minie mnie 5 rowerów i 5 biegaczy, ale oddzielnie. Kilka osób wyjdzie z psem.
Spotkam też szczęśliwego tatusia, który w wózku ma pociechę i dzięki któremu mam fotkę, bowiem samowyzwalacz dziś pracować nie chciał. Pewnie znowu gdzieś coś nacisnąłem a nie wiem co.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy spotkałem go po raz drugi. Ja szedłem wolno, on też, ale szybciej, bo zdążył przejść mostem na wysokości Kuźni, potem drugą stroną na lipowski most i znowu skręcił na tę stronę rzeki i tak ponownie go spotkałem.
Niebo dziś jest nieokreślonego koloru, bowiem coś w powietrzu się utrzymuje z rodziny mgiełek.
Specjalnie nic ciekawego nie ma w tym ludzkim bezruchu, tylko ptaki uwijają się swoim śpiewem, a kaczki na rzece pływają parami. Może też wzięły do serca, że należy poruszać się maksymalnie w 2 sztuki.
Dochodzę do żółtej kładki, którą przez kilka lat chodziłem do pracy w ośrodku Venus. Stamtąd patrzę na rzekę w stronę Skoczowa, bo w stronę Ustronia nie da się patrzeć z uwagi na silne słońce. Tam też przybliżam kolejny most nad rzeką.
Do tego właśnie mostu dojdę o 10.05. Był zbudowany dla potrzeb kolejki wożącej surowiec do nierodzimskiej cegielni. Od lat już jej nie ma, a na jej miejscu stoi słynne na świecie Mokate.
Tym mostem wiedzie żółty szlak ze Skoczowa na Równicę. W niedzielę szedłem nim w stronę Lipowskiego Gronia, a dziś pójdę do jego początku.
Za 17 minut będzie kolejna kładka, która należy do zielonego szlaku ze Skoczowa na Błatnią. W ten sposób mam już kilka szlaków w jednym, którymi wędruje.
Niebawem dojdę do ujścia Brennicy do Wisły, a jak tam będę, to zaraz wejdę pod drogę szybkiego ruchu do Bielska-Białej.
W miejscu gdzie kończą się Harbutowice a zaczyna Skoczów zauważam w lasku po lewej stronie czosnek niedźwiedzi ku mojej wielkiej radości. Będzie w domu zdrowe jedzonko, aż ślinka ciekła, a pisząc te słowa jestem po pysznym rosole i oczywiście po kanapkach z liśćmi czosnku...  a ten zapach w mieszkaniu!!!
Zaraz potem zobaczę po raz pierwszy Kaplicówkę i będzie to równo w 2 godziny od czasu kiedy zacząłem spacer.
Niestety, droga szybkiego ruchu zbliżyła się do rzeki, a ruch na niej jest tak intensywny w obie strony, że ani ptaków nie słychać. Jak ci ludzie tu mogą mieszkać i to wytrzymywać. Po intensywności jazdy samochodów nie widać, że jest jakiś problem zdrowotny.
Szlak odbija od drogi, ale tuż obok i kolejny hałas, tym razem dymiący, bowiem jest modernizacja linii kolejowej z Chybia do Wisły i właśnie na moście mocno pracują. Pociągi nie będą jeździły do listopada, ale jest autobusowa komunikacja zastępcza.
Wchodzę pod wiadukt i potem już ulice Skoczowa, do którego wchodzę o 11-tej. Przy stacji kolejowej żegnam szlaki, gdyż tutaj mają swój początek i idę dalej ulicą Mickiewicza.
Kosy i koty dziś wyjątkowo mi pozowały, z czego się cieszę.
Dochodzę do pomnika Naszych Bohaterów, a jest on wzniesiony obrońcom Skoczowa podczas wojny z Czechosłowacją w 1919 roku. Czesi doszli aż tutaj, ale potem ich pogonili.
Mógłbym iść prosto na Kaplicówkę, ale zacząłem poszukiwać widokówek, których w Skoczowie nie uraczysz. Może są na poczcie, ale za duża kolejka, a ja nie chcę zbytnio kontaktować się fizycznie z innymi... może są w Informacji Turystycznej, ale ta z wiadomych względów zamknięta. Pozostaje mi znowu zrobić pocztówki ze swoich zdjęć.
Aleją Jana Pawła II po schodach na Kaplicówkę, gdzie będę o 11.40. Jest kilka rodzin, ale ja trzymam się z boku. Mam modlitwy, mam prośby i będę tu na Anioł Pański. Cel został spełniony.
Widoków na góry zupełnie brak, a na południe, czy południowy wschód patrzeć się nie da. Słońce nie pozwala.
Ci co tu byli zdążyli odejść a i ja w tym pięknym miejscu kończę dzisiejszą trasę o 12.20.
Aha, ku mojemu zaskoczeniu - do ostatniej fotki samowyzwalacz zadziałał.