czwartek, 31 stycznia 2019

757 trasa - 30.01.2019

Częstochowa PKP - Wolności - Aleja NMP - Jasna Góra - Dom Pielgrzyma - 7 Kamienic - Waszyngtona - Skwer Solidarności - Kopernika - Częstochowa PKP.

Po raz pierwszy na Jasnej Górze pokazano ruchomą szopkę i po różnych pozytywnych opiniach pomyślałem, że warto byłoby po 3,5 letniej przerwie tam powrócić, zwłaszcza, że zanim "odkryłem" Żywczakową, tam właśnie często pielgrzymowałem.
Prawdopodobnie nigdy o tym nie pisałem, ale wówczas miałem porównanie jak traktuje się pielgrzymów w innych miejscach w przeciwieństwie do jasnogórskiej Straży Maryjnej. Otóż przybywałem tam modlić się, a przeważnie zawsze byłem świadkiem jak w brutalny sposób strażnicy wyrzucali sprzed Cudownego Obrazu rozmodlone staruszki, bo akurat przyjechał jakiś polityk i trzeba było mu zrobić miejsce. Taka staruszka przyjechała pełna wiary, czasem nie spała bo nie miała gdzie, nie było ją za nocleg stać zapłacić... i taką rozmodloną wyrzuca się szarpiąc, szturchając, bo trzeba zrobić miejsce komuś kogo przywieźli samochodem, by tutaj się pokazać.
Wściekałem się na te widoki i złorzeczenia pod adresem strażników zabijały moje modlitwy, a nic zrobić nie mogłem. Stąd decyzja o "omijaniu łukiem" Jasnej Góry.
Sporo czasu upłynęło i zaproponowałem koleżance wspólne pielgrzymowanie. Po pierwsze - motyw religijny, po drugie - zobaczyć dzieło rąk ludzkich w postaci ruchomej szopki.
Przyjechaliśmy pociągiem i o 9.25 wyruszyliśmy ze stacji kolejowej w stronę Jasnej Góry. Zaraz przy dworcu podziwiamy ciekawy mural, a później przed ratuszem ozdoby świąteczne, w tym sanie ciągnione przez białe niedźwiedzie. Tam też wchodzimy na główną pielgrzymkową Aleję NMP. Im bliżej jesteśmy klasztoru tym większą odczuwamy radość. Na razie idziemy sami.
O 10.10 wchodzimy na teren klasztoru i korzystając z tego, że przy okienku przyjmującym intencje nie ma nikogo, od razu zamawiam parę mszy świętych za żywych i zmarłych, a także na msze św. wieczyste. Sympatyczna zakonnica obdarowała mnie obrazkiem św. Józefa.
Potem Centrum Informacji Jasnogórskiej. Tam też radośnie nas przyjęli. Pieczątki, widokówki i rozmowy. Napomknąłem o Żywczakowej, o czym nie mieli pojęcia i zainteresowali się. Co z tego wyniknie - nie wiem.
Pora przywitać Mateńkę w Jej Kaplicy. A tu niespodzianka... oczywiście znowu natrafiamy na moment wypraszania ludzi z prezbiterium i hen dalej... ale w jakże kulturalny sposób. Otwieram oczy i nie dowierzam, przepraszają, doradzają... a to dlatego, że o 11-tej rozpocznie się msza prawie 70 kapłanów uczestniczących w sympozjum dla spowiedników i rekolekcjonistów poświęconym zagadnieniom młodzieży.
Nie wiem, czy taka postawa strażników wynika z przemiany, czy dlatego, że księża już zajmują miejsca powoli i nie wypada przy nich być brutalnymi. Czas pokaże. Ja w każdym bądź razie tą zmianą jestem niesamowicie pozytywnie podbudowany.
Mamy czas ponad pół godziny, więc odmawiamy każdy sobie różaniec i załącza do niego podziękowania Mateńce i prośby. Jest taki zwyczaj, że ludzie swoje prośby spisują na kartkach i tu je zostawiają. Dawno od tego odszedłem, bowiem wiem, że Pan i Mateńka słyszą myśli i wiedzą doskonale o co się prosi, czy za co dziękuję.
Jesteśmy w miejscu, gdzie działa się, dzieje się i dziać się będzie historia. To bardzo podbudowuje i uspokaja.
O 11-tej rozpoczęła się msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem abp. Józefa Górzyńskiego i bp. Pawła Sochy. Uradowaliśmy się kiedy z komunią podszedł do nas Metropolita Warmiński abp. Józef Górzyński.
W południe zasłonięcie obrazu przy dźwiękach trąb, co zawsze wywołuje dreszcze szczęścia.
Przechodzimy do Bazyliki, jako, że koleżanka jeszcze nie widziała jej po remoncie sprzed kilku lat. Jest przepiękna.
Kolejny etap to szopki, najpierw ta zaraz przy bazylice, w której wśród odwiedzających Jezuska jest troje papieży, w tym dwoje żyjących.
Przechodzimy teraz tam, co było jednym z powodów przyjazdu, do szopki ruchomej, a dojście do niej wiedzie wśród przedstawicieli fauny (gołębie, gęsi, kaczki, pawie, kury, no i mycusie kochane).
Powiedziałem mycusiom, że gdyby nie były na służbie u Jezuska, to bym je wypuścił lub zabrał do domu, czym wywołałem radość u kilka pań. One po prostu nie wiedzą jak wielką miłością obdarzam króliki.
Jest szopka ruchoma i po raz drugi oczy wyszły z orbit... z zachwytu. Tutaj każda figurka wykonuje jakiś ruch, jeśli się wałkuje ciasto to się wałkuje, jeśli wołek przeżuwa to przeżuwa, jeśli podkuwają osiołka to to czynią i tak jest wszystko w ruchu. Po drugiej stronie paradują w 3 rzędach lalki przebrane w różne stroje.
Okazuje się, że szopka będzie czynna do ostatków. Dopiero na popielec ją zamkną. Czyli jest ponad miesiąc czasu, żeby jeszcze ją obejrzeć... a ze wszech miar warto to uczynić.
Przechodzimy do Domu Pielgrzyma na jedzonko, ja mam śniadanioobiad.
O 13-tej opuszczamy Jasną Górę mocno podbudowani i tacy lżejsi od problemów. Tutaj je zostawiliśmy. Idziemy ulicą Siedmiu Sukiennic, potem Waszyngtona, a na Skwerze Solidarności korzystam z faktu, że idzie ze mną druga osoba i pragnę mieć fotkę z tamtejszą pięknością. To mogło skończyć się złamaniem żeber, kończyn, czaszki... no niestety, żeby do niej się dostać idzie się po tak śliskich płytkach, że co krok to grozi upadkiem... ale przecież Mateńka czuwa i w końcu łapiąc ją za nogę cel został osiągnięty. Było trochę piruetów, skłonów w różne strony, a koleżanka przy okazji się trochę wystraszyła. Nie wolno tracić wiary w żadnym przypadku.
Tuż obok podziwiamy pierwsze w tym roku kwitnące krzewy, a potem pojawi się czerwony kościół ewangelicko-augsburski Wniebowstąpienia Pańskiego i prawosławna cerkiew Częstochowskiej Ikony Matki Bożej, co oznacza, że doszliśmy na ulicę Kopernika, a stamtąd prosto wracamy na dworzec kolejowy. Wcześniej podstawiono pociąg do Gliwic i w nim o 14.10 meta trasy-pielgrzymki, jakże potrzebnej i jakże pożytecznej.