... żebym nie zapomniał, to już teraz na początku ostatniej włoskiej trasy, wielce dziękuję BP Marco z Bielska-Białej za niezapomnianą wycieczkę. Ta wycieczka jest przeze mnie podzielona w relacjach na 5 tras i to jest ostatnia z nich.
Dziękuję właścicielowi BP Marco, że swoją obecnością żegna każdą wyjeżdżającą grupę, bo to daje poczucie bezpieczeństwa. W naszym przypadku zrobił to w Cieszynie. Dziękuję "niesamowicie profesjonalnej" pilotce, pani Gabrysi, bo to trzeba przeżyć, żeby zrozumieć na czym to polega. Może tylko nadmienię, że nigdzie nie musieliśmy stać w żadnych kolejkach, jak chociażby do Bazyliki św. Piotra, czy do Watykanu. Ten czas mogliśmy wykorzystać na zwiedzanie.
Dziękuję kierowcom za bezpieczną i ostrożną jazdę... i autokarowi, który wyróżniał się na tle innych.
Dziękuję wreszcie wszystkim uczestnikom wycieczki za koleżeńskość, punktualność i niezawodność. Mam nadzieję, że część z nich połknęła bakcyla podróżowania z Biurem Podróży Marco.
Korek pomiędzy Massa Lubrense a Pompejami spowodował prawie godzinne opóźnienie przyjazdu na miejsce startu, co stało się w piątek o 9.15.
Tam już czekała na nas przewodniczka, która z niezwykłą wręcz pasją pokazała nam życie w ruinach starożytnych Pompei. Jak wiadomo Wezuwiusz swoim wybuchem zniszczył to miasto w I wieku n.e.
Zobaczymy Teatr Wielki, wnętrze domu mieszkalnego, ulice, łaźnie żeńską i męską, dom publiczny (tam była najdłuższa kolejka w upalnym słońcu, hahaha), i wiele innych ciekawych miejsc. Czasem pokaże się Wezuwiusz, który po raz ostatni wybuchnął w 1944 roku i jest niepokojące to, że tak długo "milczy". Oby w przyszłości nie nastąpiła tragedia na miarę tej, która Pompeje zniszczyła.
Zobaczyliśmy odlewy gipsowe ludzi i zwierząt, które w różnych pozach wtedy zginęły. Do szczelin wlewano gips i dzięki temu nie zniszczono możliwości odzwierciedlenia tamtych postaci.
Będą też maki, które tak bardzo chciałem zobaczyć na Monte Cassino.
Pożegnamy Pompeje o 12.53 i o 13.20 zameldujemy się w cholernie hałaśliwym Neapolu. Tam kolejna przewodniczka, która właśnie rozpoczyna swoją pilotażową karierę. Zwiedzamy centrum zabytkowe miasta, dochodzimy do morza, powrót i objazd autokarem, a potem przejazd do rodzinnej miejscowości Sofii Loren, Pozzuoli (15.13). Tam udajemy się do krateru superwulkanu Solfataro i znajdziemy się prawie w przedsionku piekła. Widzimy gorące wody, dymiące kraterki, wszędzie zapach siarki wsiąkającej w ubranie, włosy i ciało... ale jest to ekscytujące przeżycie. Nie trzeba wyjeżdżać czy wychodzić na górę, a krater mamy. Pod metalowymi kratami będzie z kolei można dostrzec magmę.
Ziemia pod nogami gorąca, jakaś ekipa kręci program naukowy... a dalej wywiad z aktorami, którzy tutaj będą kręcić "Nie-Boską komedię" Dantego.
Co by nie powiedzieć, tutaj w tych oparach reperuje się zdrowie, także astmatykom. Sofia Loren odwiedza swoje rodzinne strony... chyba poznaliśmy tajemnicę jej piękności.
Żegnamy przewodniczkę życząc jej sukcesów zawodowych, a ona już ma problem, bo zaczyna się strajk komunikacyjny i nie wie czy dotrze na czas do Neapolu do kolejnej grupy. My też odjeżdżamy stąd o 16.36 pod Rzym, do hotelu Park Hotel w miejscowości Latina. Przyjeżdżamy tam o 21.00 i od razu idziemy na kolację. Po raz pierwszy posadzono nas przy wspólnym stole. Niestety, tak jak w pierwszym hotelu na Lido de Jesolo i tu nie będzie repet. Za to z moimi nowymi 2 kolegami urządzimy sobie pożegnalny wieczór.
Rano śniadanie (zdecydowanie więcej niż w Lido de Jesolo) i o 7.56 wyjeżdżamy z hotelu do Rzymu, gdzie na stacji metra Anagnina wsiądziemy do pociągu o 9.10 i pojedziemy 21 przystanków do stacji Ottaviano (9.42). Osiem minut później przekroczymy granicę włosko-watykańską i rozpoczniemy zwiedzaniem Ogrodów Watykańskich. Niestety spadnie z nieba pompa wodna wraz z gromami i znaczną część spędzimy gdzieś poukrywani, co nie przeszkodzi w tym, że będziemy przemoczeni.
Burza minie, my pójdziemy dalej, pożegnamy kolejną przewodniczkę i powitamy ostatniego już przewodnika, prywatnie męża tej pani, która we wtorek oprowadzała nas po Rzymie.
Tym razem Muzeum Watykańskie. Przy wyjściu z niego obraz św. Jana Sarkandra, a potem już Kaplica Sykstyńska. Tam nie wolno robić fotek, więc te w relacji są nie mojego autorstwa.
Przejście do Bazyliki św. Piotra i tam przy przeniesionym grobie św. Jana Pawła II modlę się o zgodę narodową, a także o różne Łaski. Zawsze byłem sceptycznym do tego, że akurat ten Człowiek po śmierci może działać cuda, ale komentarz AC przy mojej pierwszej trasie, że stanęła na własne nogi z wózka właśnie w sobotę, na zawsze usunęła mój sceptycyzm.
W trakcie zwiedzania wejdzie z wielkim śpiewem pielgrzymka. Poczułem się wtedy związany z jednym powszechnym Kościołem.
Ostatnia fotka pokazuje Azjatkę na czerwonym kole, to właśnie tam Karol Wielki, król Franków przyjął koronę cesarską. Teraz tam lubią stawać politycy, którzy chcieliby w tej dziedzinie zrobić karierę. Na wszelki wypadek nie stawałem na ten czerwony krąg.
Po wyjściu z Bazyliki gwardziści szwajcarscy i pożegnanie przewodnika, a także czas wolny. Wychodzę z Watykanu do Włoch o 15.20. Będę w Rzymie na Borgo Pio i tam o 16.35 przy Wi-Fi espresso zakończę bogatą w wydarzenia 642 trasę. Oczywiście potem będzie dojście na miejsce zbiórki, przejazd metrem i odjazd do Polski.
"Arrivederci Roma". Rzymie, Italio, Watykanie, San Marino - ujęliście mnie.
