Milówka PKP - Rynek - Stara Chałupa - Milówka PKP.
Gody Żywieckie w Milówce. Jak gody to i Beskid Żywiecki.
Zachęcony ubiegłoroczną edycją w Żywcu, postanowiłem zobaczyć jak to święto wygląda na wsi żywieckiej.Stąd moja tutaj dziś obecność.
Ostatnio znowu źle się czuję i nie wstałem na wezwanie budzika, lecz po czasie zrobiło mi się żal, że coś przegapię, pozbierałem się i pojechałem w końcu do Milówki, choć z dwugodzinnym opóźnieniem.
Według programu, o tak późnej porze miałem trafić na pokazy kolędników w Starej Chałupie.
Troszkę więc ze zdziwieniem zobaczyłem, że do pociągu zmierzającego do Milówki wsiadła grupa kolędników, oni już tam mieli być...
Dla mnie Gody zaczęły się już w pociągu, dzięki nim, dzięki ich śpiewom... i ślad tego będzie widoczny na pierwszym zdjęciu. Tak naprawdę początek uważam po wejściu na peron w Milówce o 10.43.
Jest zimno, podobno w granicach "-"18 stopni Celsjusza, a jeszcze parę dni temu było sporo w plusie.
Momentami chłodny wiatr nie zachęca, ale jest coś w środku. Dusza folklorystyczna, dusza po części artystyczna mówi, że to nic, bo ważne jest ciepło bijące z serca. A tych serc jak się potem okaże będzie sporo.
Po przyjściu na rynek (11.00), okazuje się, że dopiero trwa losowanie kolejności grup w korowodzie, bo jeszcze wszystkich nie ma. Czyli stracone 2 godziny okazały się, że wcale straconymi nie są.
Obserwuję przygotowania do korowodu i jestem pełen podziwu dla tych wszystkich, którzy mimo tak niskiej temperatury postanowili tutaj przyjść.
Pierwszy zespół kolędniczy, trzaskaniem z bata oznajmił po czasie, że ruszamy. Kierunek Muzeum Stara Chałupa. Tam rozpoczynają się pokazy konkursowe poszczególnych zespołów.
W pewnym momencie robię sobie przerwę na małe espresso, bo padłbym z powodu bardzo niskiego ciśnienia. To stawia mnie na nogi i wracam do Starej Chałupy. Tańczę od czasu do czasu z "dziadami", ale tego na zdjęciu nie ma, bo ... wtedy tańczyłem, a trudno byłoby mi się rozstać z aparatem na ten czas.
Piękna tradycja Ziemi Żywieckiej, a w tym roku to już po raz 45.
To są zespoły autentycznych kolędników, którzy w swoich miejscowościach dalej ten zwyczaj kultywują.
Nie zobaczyłem wszystkich występujących, bo musiałem wracać... do pociągu (13.20). Po drodze wstępuję do kościoła, ale też zamknięty (jakaś plaga zamknięć kościołów teraz w Polsce nastąpiła, akurat wtedy kiedy Papież Franciszek powiedział, że te praktyki są niedopuszczalne). Mogłem zobaczyć wnętrze przez szybkę i pooglądać przykościelną stajenkę.
Dochodząc do dworca kolejowego, już z daleka niosły się kolędy śpiewane przez jedną z grup. Potem dołączyły inne. Moja meta na dworcu kolejowym w Milówce o 13.40.
Zimno i to, że pociąg trochę jest opóźniony, spowodowało, że grupy zaczęły wspólnie śpiewać i tańczyć. Zaasymilowałem się z nimi, zwłaszcza z grupami z Żabnicy i Radziechów.
Przyjechał pociąg, który w całości został przez kolędników opanowany. Śpiewy, przepiękne spowodowały, że zamarzyłem, aby ten pociąg nie zatrzymywał się, tylko jechał w świat....
To tylko marzenie, bo już większość wysiadła w Węgierskiej Górce ze śpiewem:
"Za kolędę dziękujemy, zdrowia, szczęścia winszujemy..."
Ja też dziękuję i winszuję i cieszę się z tej pięknej ludowej tradycji.

