Kończymy dziś przejście zielonego szlaku Gaiki - Sucha Beskidzka przy słonecznej pogodzie, ale jakże mniej upalnej niż to miało miejsce w poniedziałek. Zaczynamy w Krzeszowie Dolnym, w miejscu, gdzie poprzednio zeszliśmy ze szlaku, a czynimy to o 9.08. Przechodzimy z Dolnego do Górnego Krzeszowa ulicą, przy której mamy domy, pola, ale także wiele, wiele ciekawych kapliczek.
Na dachu jednego z domu jeden gość montuje słoneczne panele i jakoś nie słucha mojej rady, żeby sobie tam najpierw postawił bocianie gniazdo i wtedy nie będzie obawy, że spadnie w dół (hahaha).
Kolorowa trasa dzięki wszechobecnym kwiatom. Mijamy krzeszowski kościół i powoli pniemy się w okolicę Żurawnicy. Tradycyjnie pieski przekazują nas sobie, ale jeden przyszedł i milczy. W nagrodę ma 2 fotki.
Opuszczamy asfalt, będą poziomki, koronki pajęcze, a w lesie ta sama ręka co poprzednio pokaże nowe gniewuski.
Pójdziemy lasem, łąkami i o 10.30 (właściwie wcześniej) spotkamy Kozie Skałki. Trochę gimnastyki, nawet nasza Lady Gaga będzie musiała przez gałęzie przedzierać się... żadnego szacunku od przyrody (hahaha).
W końcu o wspomnianej godzinie dochodzi do nas czerwony Mały Szlak Beskidzki i pójdziemy nim wspólnie kawałek, do Gołuszkowej Góry. Tymczasem o 10.35 zdobywamy Żurawnicę. Przerwa na posiłek.
Trochę lasem i w dół na Przełęcz Carchel (11.03). Pięknie się prezentuje, a ja to miejsce polubiłem już rok temu podczas przechodzenia MSB. Stąd ciekawy widok na Królową Beskidów, czyli Babią Górę. Nad nią już są chmury i one też po czasie zakryją nasze niebo, zresztą prognoza pogody internetowa głosi, że od 14-tej w Suchej Beskidzkiej będzie deszcz.
Gołuszkową Górę, gdzie ponownie szlaki się rozdzielają mijamy o 11.13. Tylko ten krótki odcinek wspólny był już mi znany, cała reszta jest debiutem.
W dół wśród drzew i tak dochodzimy do Przełęczy Lipie. Tutaj dopiero pieski mają co nam przekazywać. Nawet jeden z dzieciaków ich mową się posługiwał.
Ostatnie na tym zielonym szlaku podejście pod górę... wyrypiaste. Trzeba było, co jakiś czas przystanąć i niepostrzeżenie podczas jednego postoju stanąłem w mrowisku. Już drugi raz w tym roku mrówki nie były zainteresowane moimi nogami, za to mogłem śledzić ich pracę... jak sprawnie w grupie przenosiły patyczki.
Jest wreszcie szczyt Lipskiej Góry, bardzo zaniedbany i poza betonowym oznaczeniem szczytu ani śladu opisu gdzie jesteśmy. Jest 12.15 i teraz tylko i wyłącznie w dół... ale jakimi wyrypami odcinkowymi. Teraz rozumiem Seniorkę, że nie chciała przejścia tego szlaku od strony Suchej, gdyż już tu kiedyś była.
Jest i sama Sucha Beskidzka (13.05). Idziemy po pieczątki do naszych książeczek akcji "Zdobywamy szczyty dla Hospicjum św. Ojca Pio w Pszczynie". Miło spędzamy czas, na zakończenie trasy o 13.45 prosimy młodzieńca, by zrobił nam zdjęcie i on zaczął pstrykać, a my takie poważne twarze... zatem do ostatniego wpuściłem powietrze do brzusia i zaraz zrobiło się wesoło.
Tym miłym akcentem kończy się poznawanie zielonego szlaku, a także nastąpi przerwa na jakiś czas dreptania w tym składzie. W tym miesiącu już to nie będzie możliwe, choć dreptania będą, w tym 2 pielgrzymki.
Miało padać tutaj o 14-tej i po wejściu do busika 5 minut później zaczęło. Teraz już może kropić.