sobota, 1 lutego 2014

422 trasa - 01.02.2014

Żywiec PKP - Kościuszki - Rynek - Muzeum - Park Zamkowy - Rynek - Miejskie Centrum Kultury - Żywiec PKP.

Gody Żywieckie 2014, odsłona druga, tym razem w Żywcu. Tydzień temu w Milówce ostry mróz, a dziś halny i temperatura plusowa, po śniegu ani śladu.
Razem z Gabrysią przyjechaliśmy pociągiem do Żywca o 7.57 i to jest godzina startu tej trasy. Mamy godzinę czasu do rozpoczęcia korowodu, więc idziemy do pobliskiej cukierni na kawę.
Potem spacerkiem udajemy się na miejsce zbiórki kolędników i obserwujemy przygotowania. Oczywiście tutaj wszystko jest ciągle w ruchu, samochody zatrzymywane, piesi zgarniani do tańca, okładani czym się da (hahaha). To cały urok tej tradycji z nieprzewidywanymi efektami i zmieniającymi się bez przerwy obrazkami.
Godzina 9.00, pada strzał i korowód rusza ulicą Kościuszki do żywieckiego rynku. Gubię Gabrysię, ale odnajdziemy się szybko właśnie tam, na rynku. Dziś ja mam spokój (poza okładaniem), ale Gaba 
 jest pod tzw. obstrzałem... hahaha . Będzie to widać na zdjęciach.
Niby to samo co w Milówce, a jednak zdecydowanie inaczej.  Po pokazach poszczególnych grup idziemy do miejscowego Muzeum na terenie zamkowym. W kawiarni kolejna kawa i przywrócenie wyglądu do właściwego stanu. Potem Park Zamkowy i w drodze powrotnej na rynek wstępujemy na modlitwę do żywieckiej konkatedry.
Na rynku króciutko jesteśmy i udajemy się do Miejskiego Centrum Kultury na wrażenia kulinarne i artystyczne. Mniam, mniam... jakie pyszności dla podniebienia przygotowały poszczególne Koła Gospodyń Wiejskich. Po drugiej stronie panie, oraz panowie rękodzielnicy, prezentują swoje ptaszki i koniki (hahaha).
W południe zaczyna się gala, czyli przegląd nagrodzonych w konkursach, zespołów i solistów. Wśród gości między innymi Marszałek Województwa Śląskiego.
Pora wracać na dworzec. Po drodze jeszcze wstępujemy na teren kościoła pw. Św. Floriana i potem na peronie kolejowym meta o 14.20. Ostatnie zdjęcie robi nam sympatyczny Amerykanin ożeniony w Czechach, Matthew, mówiący płynnie po czesku, jakby był tam urodzony. Razem jedziemy pociągiem do Bielska-Białej.
Czego mi brakowało? Śniegu! A poza tym cudne towarzystwo Gabrysi (dziś miałem możliwość poznać ile w niej jest humoru i radości życia), a także cały szereg wydarzeń, jakże ciekawych. Myślę, że za rok będę tam ponownie.