poniedziałek, 25 czerwca 2018

717 trasa - 22/23.06.2018

Warszawa Powązki - Arkadia - Śródmieście - Kielecka - Rakowiecka - Plac Unii Lubelskiej - Łazienki Królewskie - Niska - Ogród Krasińskich - Kompania Piwna Podwale - Stare Miasto - Plac Zamkowy - Plac Piłsudskiego - Warszawa Ogród Saski.

Pierwsza sarenka na wolności, która dała mi się pogłaskać... Sarenka z Królewskich Łazienek w stolicy na początek relacji z 2-dniowego dreptania po tym mieście. Mój pobyt tutaj po ponad roku nieobecności, tak samo jak wtedy spowodowany spotkaniem przyjaciółki, która przyjechała na urlop z Anglii, tym razem po raz pierwszy poznam osobiście jej męża.
... ale początek w Warszawie taki jak zawsze - odwiedziny Krzysia i Kaliny na Powązkach. Właśnie tam w miejscu wiecznego spoczynku Krzysia o 12-tej w piątek rozpoczynam kolejną wędrówkę. Mam sporo zmarłemu Przyjacielowi do przekazania, bo zawsze tutaj robię swoisty "rachunek sumienia". Dziś czytam artykuł z Głosu Ziemi Cieszyńskiej (dzisiejsze wydanie) , w którym autorka pisze o mnie i mnie cytuje.
Powązki to (jak zawsze podkreślam) lekcja historii. Zanim dojdę do grobu Kaliny i jej męża to podziwiam artyzm innych nagrobków, grobowców. Oczywiście tu tylko niektóre zamieszczam, choć i tak sporo miejsca w relacji zajmą. W czasie kiedy byłem u Kaliny, tuż obok był pogrzeb, myślałem, że dziecka, bo sporo białych szarf dedykowanych Piotrusiowi... ale dowiedziałem się później od jednego ze spóźnionych żałobników, że ten Piotruś miał 45 lat i zmarł na raka żołądka. Ogromny ból dla żyjących rodziców.
Oprócz Kaliny Jędrusik dziś napotykam groby Ireny Kwiatkowskiej i Mieczysława Czechowicza - wspaniałej trójki z Kabaretu Starszych Panów i ... i taka łezka tęsknoty pojawiła się, która wzmogła się przy miejscu spoczynku Jerzego Kamasa, z którym miałem możliwość spędzić kilka godzin przed laty.
Groby na Powązkach są obudowywane w środku cegłami, właśnie dowieźli kolejny transport. Widziałem to podczas pogrzebu Krzysia, też w takim spoczywa.
Po modlitwach, refleksjach różnego rodzaju trzeba wracać do żywych przyjaciół. Będąc ponownie obok Krzysia widzę wzmożony dym i pomyślałem, że jakiś znicz stapia się... ale to tylko 2 nowe odkryte znicze... tak, bo do Krzysia stale ludzie przychodzą i praktycznie stale znicze płoną... i nie ma się czemu dziwić.
Opuszczam Powązki o 13.40, by niedaleko przy Arkadii spotkać się z Przyjaciółką i jej mężem. Gawędzimy sobie przy piwku
, później przy obiedzie pomiędzy 13.50 a 15.30.
Umawiamy się na jutro, już w czwórkę, bo będzie też pracujący dziś przyjaciel, u którego się zatrzymam. Właśnie teraz tam się udaję, wcześniej zatrzymuję się w Śródmieściu, by nacieszyć oczy Pałacem Kultury i Nauki, który niektórym tak przeszkadza, że chcieliby jego zburzenia... a tu tyle wspomnień miłych wiąże się z tym obiektem. Chorych umysłów w naszym kraju nie brakuje.
Jadąc tramwajem z Dworca Centralnego na Kielecką zauważam umocowane na balkonach hasła, z których jedno pokazuję... a to oznacza, że wolność słowa nie jest tak do końca zagrożona jeśli coś takiego nikt nie ściga. Na Kielecką przyjeżdżam o 17-tej, wita mnie gospodarz, a najbardziej ogoniasta Do-Re-Mi.
Ranek sobotni niezbyt ciepły i taki zmienny jak wczoraj, czyli na przemian błękit nieba i masywne chmury. Wychodzimy z domu o 10.05 i przez Rakowiecką, Plac Unii Lubelskiej udajemy się do Łazienek. Kolega pokazuje mi swoje auto marzeń, które tutaj zaparkował (hahaha), by nie podpaść sąsiadom.
W samych Łazienkach jesteśmy o 10.55. Od razu wchodzę na ulubione jajo, a Wojtek na swojego lwa. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłem sarenkę, która nie bała się, dała się pogłaskać, przy czym tak cichutko popiskiwała.
Gdzie moje rudaski? Widzimy jedną, którą atakuje taka "matrona po 80-tce" usiłując ją kopnąć i bić parasolem. Krew się we mnie wzburzyła! Taka malutka młodziutka wiewiórka podeszła do niej z nadzieją na jakiś smakołyk, a ta, która ledwo nogami porusza, dziwnym trafem do bitki z maleństwem energii nabrała. Nie wiem kiedy, nie wiem jak... ale usłyszała ode mnie wiązankę wiedźmową. Zapytałem, czy na niedźwiedzia też tak by ruszyła i jak nie przestanie, to ja takim niedźwiedziem wobec niej będę. Dzięki przytomności jej męża, który ją stamtąd zabrał nie doszło do skandalu.
Wystraszona wiewióreczka w końcu dała się skusić orzeszkami, była po prostu głodna. To była pierwsza. Poszliśmy w stronę pałacu, a tam paw w iście królewskim wcieleniu nam paradował.
W Teatrze na Wodzie trwała próba patriotycznego widowiska wystawianego przez harcerzy... i kolejne wiewiórki. Dotąd nie wiedziałem, że one są gonione przez gołębie, kawki. Gołębie przylatywały i pozostawione wiewiórkom orzechy laskowe połykały za jednym razem.
Jedna z rudasek mająca problemy ze wzrokiem znalazła sposób, żeby nikt jej jedzenia nie wydarł. Weszła na drzewo i z głową w dół zajadała kolejne dawane jej orzeszki.
Powrót w okolice zamku, a tam miła pani z drugiego programu Polskiego Radia obdarowała nas smyczami i zaprosiła na koncert i czytanie książki, które tutaj rozpoczną się w samo południe. Niestety czas nam nie sprzyjałby, bowiem musimy iść na umówione spotkanie.
Kolega ma szczęście, że w drzwiach do kasy nie dali jeszcze wyżej klamki, bo musiałby tu przychodzić z drabinką... z kolei ja znalazłem tutaj swoje letnie zielone igloo.
Ostatnia z wiewiórek kolekcjonowała orzeszki. Zabierała ode mnie, odchodziła dalej, zakopywała je i wracała po następne i trwało to tak długo, dopóki nie pogoniły jej 2 kawki. To było takie małe widowisko nagrywane przez zagranicznych turystów. Może gdzieś się to w sieci ukaże.
Domek Chiński,  Pomnik Chopina... i o 12.22 opuszczamy Łazienki. Tuż obok mamy przystanek autobusowy, którym o 12.34 pojedziemy na Niską. Po czasie lunęło i to tak mocno, że nic przez szyby nie było widać, ale zanim wysiedliśmy o 12.58 to przestało padać.
Na Niskiej tworzymy 4-osobowy komplet i przez Ogród Krasińskich idziemy na Podwale do Kompanii Piwnej na obiad. Tu tak samo jak w Krakowie podają placek po zbójnicku dodatkowo z sosem grzybowym. Baaaaardzo nam smakowało i do tego Kozel jasny i ciemny.
Czas mile spędzamy tu między 14.15 a 15.55. Potem Barbakan, spotykamy dziewczyny udające się na święto wianków, boć to czeka nas świętojańska noc.
Stare Miasto i przy syrence żegnamy się i już tylko z kolegą idziemy dalej. Na Placu Zamkowym, pod Kolumną Zygmunta trwają tańce... a tu takie ciężkie chmury idą. Postanawiamy iść w przeciwnym kierunku i tak obok Teatru Wielkiego i Narodowego dojdziemy na Plac Piłsudskiego. Akurat trwa zmiana warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza.
Idziemy też zobaczyć nowy "katyński" pomnik i... nie podzielam krytyki zewsząd słyszanej. Schodki nawiązują do ostatniego przejścia z ziemi do rozbitego później samolotu. Czerń bryły uzmysławia tragedię. W końcu zginęło bardzo wiele osób z różnych opcji politycznych. Nikt nie jest w żaden sposób bardziej od innych uhonorowany, gdyż nazwiska zamieszczone są alfabetycznie. Poza tym jest na uboczu placu i nikomu nie powinien wadzić. Komu jak komu, ale im taki pomnik należy się.
W Ogrodzie Saskim zakończy się ta warszawska trasa o 17.22. Zaraz też spadną pierwsze krople deszczu i do tramwaju dojdziemy zmoczeni ale radośni.



4 komentarze:

  1. Powązki to żywa choć cmentarna lekcja historii. Masz mnóstwo racji!

    Pałac Stalina... No cóż osobiście podkładał ładunków nie będę, ale jak ktoś podłoży to nie będę też po nim płakał.
    Wolność słowa? Jasne, zauważmy że to za Tuska chłopak siedział w kiciu ponad rok bez sądu za aicja "Donald ma rolę", co by nie powiedzieć to nie pisowcy niszczą ludzi w sądach (przy współudziale tychże sądów i gazet),"przeprosinami" na kwoty setek tysięcy złotych, ale ci którzy "wolności" mają pełne pyski.

    Ale dość smutnych tematów.

    Wspaniałe spotkanie z przyjaciółmi i przy okazji świetna akcja krajoznawcza.

    Ps. W Łazienkach "dzikich" zwierząt już nie ma, to wszystko mieszkańcy parków nawykli do człowieka. Ale powiem Ci w zaufaniu iż na Orlej spotkaliśmy kruka który "sępił" jak kot domowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma dzikich zwierząt tam, bo nie może być kiedy są rozpieszczane. Tylko gołębie zrobiły się jakoś bezczelne, kiedyś takie nie były.
      Akcję krajoznawczą, jak to określiłeś, staram się przeprowadzać wszędzie gdzie tylko to możliwe. Czasem to wychodzi a czasem nie. W Warszawie jakoś zawsze się udaje.
      Dzięki za wizytę.

      Usuń
  2. i ja będę musiała wkleić mój krótki pobyt w stolicy... a to takie piękne miasto... a cmentarz zmusza do refleksji...

    OdpowiedzUsuń