wtorek, 3 października 2017

666 trasa - 02.10.2017

Turzovka Zastávka - Živčáková - Turzovka.

Już dawno postanowiłem sobie, że jeśli dojdzie do trasy z numerem-liczbą, która jest symbolem zła w najgorszym wydaniu, to ja na przekór pójdę wtedy na pielgrzymkę, do Mateńki. Do tej, która to zło zawsze zwalcza. Zastanawiałem się też nad tym, które sanktuarium wybrać za cel. Rozwiązanie samo się nasunęło, gdyż niedawne spotkanie po latach z moją koleżanką, z którą razem pracowałem w latach 70-tych, zrodziło pomysł wspólnego pójścia do miejsca mojego cudownego uzdrowienia przed kilku laty.
Dla mnie to wielka radość kiedy mogę tam zaprowadzić kogoś, kto nie zna tego miejsca. Z nami pójdzie jeszcze jedna kobieta, jej bliska koleżanka.
Pogodę zapowiadaną mamy mieć wspaniałą i ta taką się okaże.
Kilka dni temu mój spowiednik zwrócił mi uwagę na to, jak diabeł podstępnie czyha, by ściągnąć człowieka od dobrych intencji. Doskonale o tym wiem i mogłem przekonać się rano po wstaniu z tapczanu, kiedy to straciłem równowagę i jak długi walnąłem o podłogę. Zawroty głowy... wszystko wskazywało na uszkodzony błędnik... ale zaraz pomyślałem sobie, że zło chce mną zawładnąć, wszak dziś mam chęć pokonania jego złej liczby pielgrzymką. Wiele nie brakowało a musiałbym powiadomić koleżankę o tym, że nie pojadę... ale NIGDY nie należy wątpić w Mateńkę i siłę różańca. Nigdy nie należy złu ulegać.
Różaniec do ręki i... po czasie wszystko minęło, choć w głowie niemiłosiernie "tłukła się" pustka. Mocna kawa i byłem gotowy do drogi. Nic i nikt nie był w stanie przeszkodzić mi w tej pielgrzymce.
Przyjechaliśmy do stacyjki Turzovka Zastávka o 8.13. Nic dziewczynom nie mówiłem o tym, z czym rano się borykałem, bo z kolei one nie mogły spać tej nocy.
Idziemy szlakiem pątnicznym, ze zdziwieniem patrzę na miejsce, w którym dotąd stała wielka drewniana figura Mateńki, że jej tam nie ma. Wydedukowałem, że pewnie poszła do renowacji, gdyż w lipcu zbyt ciekawie już nie wyglądała.
Przy stacjach różańcowych odmawiamy Tajemnicę Radosną, a drogę krzyżową przeżyjemy przy nowszych stacjach. Te starsze już są w bardzo złym stanie, a przecież jeszcze 5 lat temu były jak nowe. Tak niestety działa czas i warunki atmosferyczne. Mam nadzieję, że je w przyszłości odnowią.
Na górę dotrzemy o 9.50 lecz zanim wejdziemy do kaplicy, to kupujemy kawę, dziewczyny jedzą śniadanie i za nic w świecie nie mogą zrozumieć, że ja nie jadam na trasach jednodniowych. No tak, kolejne nowe towarzyszki podróży i kolejny raz wałkowanie tego samego tematu. Po czasie do tego się przyzwyczają, a myślę, że jeszcze kiedyś razem gdzieś pójdziemy.
Przychodzi do nas o. Ondrej z koszykiem pełnych grzybów i z Alexem, którego znowu mogłem poczochrać. Bardzo ucieszyłem się, kiedy mi powiedział, że wielce raduje się z tego, że tu wracam. To było takie od serca, że nawet nie pomyślałem, żeby to spotkanie utrwalić jakąś fotką. Udzielił nam indywidualnego błogosławieństwa i poszedł, bo będzie dziś odprawiał mszę w kościele...
... a my do kaplicy, do Królowej Pokoju, do tak bliskiego mi miejsca, dzięki któremu dostałem po raz drugi podarowane życie.
W drodze do kościoła, do sanktuarium, nabieramy wody ze źródła o mocy uzdrawiającej. Ta woda, podobnie jak święcona, nigdy się nie zepsuje.
Docieramy do PM Matki Kościoła pod sam koniec odmawianego wspólnie różańca, a potem z wszystkimi uczestniczymy we mszy świętej. Ojciec Ondrej jak zawsze w homilii powie o ważnych życiowych postawach, a dziś będzie to w nawiązaniu do dzisiejszego święta Aniołów Stróżów. Jak zawsze mocno waży każde słowo, robi to z niezwykle precyzyjnym oddaniem i wbija takie szpilki do sumienia, że człowiek nie może przejść obok tych słów obojętnie. To jest to co lubię, bo to się pamięta.
Msza trwała od 11-tej przez 45 minut i potem dalej w drogę lasem, polanami i zaczyna się grzybobranie. Już po chwili spotykam sprytnie schowaną w trawie kanię wielkości kapelusza i to moja pierwsza dziś. Potem będzie ich więcej, będą też rydze, prawdziwki, podgrzybki, maślaki i zajączki. Oczywiście na fotkach tylko kolorowe, niekoniecznie jadalne.
Po dłuższym czasie wychodzimy z lasu i przed nami moja ukochana Turzovka. Wbrew oczekiwaniom, na łąkach tym razem kani nie będzie, ale będą sympatyczne bardzo krówki, z których jedna nawet chciała mi dać buzi.
Wreszcie miasto, do którego schodzimy o 14.10. Jak zakończyć tak ciekawą wycieczkę, pielgrzymkę? Spokojnym wypiciem tutejszego złocistego i przy nim o 14.45 kończy się nasze dreptanie, choć jeszcze potem musimy dojść do pociągu, ale to tylko kilka minut.


4 komentarze:

  1. Piękny pomysł i wykonanie piękne.
    Miejsce pełne mistyki i uduchowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest szczególne dla mnie miejsce. Żałuję jednego, że odkryłem to miejsce w 2 lata po śmierci Laszuta, człowieka, któremu objawiła się tam Mateńka. Miałbym do niego wiele pytań.
      Dziękuję za odwiedziny.

      Usuń
  2. A ja nie wiedziałam, że 6 to złe...ale do Żiwczakowej zawsze można iść...dreptanie duchowe:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, 3 szóstki to najgorszy symbol zła, natomiast 3 siódemki - dobra. Swoje przeżyłem, swoje wiem i nie radzę w to wchodzić.

      Usuń