czwartek, 29 grudnia 2016

615 trasa - 29.12.2016

Rzyki Jagódki - Przełęcz Midowicza - Schronisko Leskowiec - Groń Jana Pawła II - Beskid - Gancarz - Przełęcz Sosina - Narożnik - Przełęcz Kaczyńska - Susfatowa Góra - Przełęcz Łazy - Wapienica - Gronie - Pańska Górka - Andrychów.

Beskid Mały. Ostatnia trasa tego roku, którą przejdę z koleżanką, jak zresztą czynię to za każdym razem w tym paśmie górskim.
Zaczynamy o 7.55 na pętli autobusowej w Rzykach Jagódkach dokąd dowiózł nas busik z Andrychowa, przez co zyskaliśmy trochę czasu. Wyruszamy czarnym w stronę Leskowca. Od razu stromo i trzeba uważać, bo pod nogami mamy lód przykryty świeżym śniegiem. Co prawda, słońce gdzieś tam się od czasu do czasu pokaże, ale nam jakoś świecić nie chce, za to schładza nas powietrze i przez to dobrze nam się pnie w górę.
Na wyższym pułapie zastajemy oszroniony teren królowej śniegu i to jest nadzwyczaj piękne. Po wyjściu na Przełęcz Midowicza (8.55) decydujemy, że na szczyt Leskowca nie pójdziemy gdyż jest w chmurach, a już na nim w tym roku byliśmy. Będziemy mieć za to więcej czasu w schronisku (9.02 - 9.40). Wreszcie mogę wypić podgrzane piwo i nikt nie marudzi, że to profanacja tego napoju.
Po wyjściu zmieniamy kolor szlaku na zielony i nim pójdziemy do końca. Najpierw Groń Jana Pawła II (9.50), potem zejście we mgle w stronę Beskidu. Ślisko, ale nie na tyle, żebyśmy musieli zakładać raki.
Na przełęczy pod Gancarzem odłączy od nas szlak niebieski do Wadowic, a my spokojnie wychodzimy na ten szczyt z krzyżem (10.35). Tam termosowa kawa, na szlaku to najlepszy napój, trzeba się wzmocnić, bo teraz czeka nas schodzenie długą i ostrą stromizną. Tym razem bez raków nie obyło się. Wszechobecny lód nie pozwoliłby nam zejść bez tego sprzętu. Przed wyrypem chowam aparat do plecaka, bo w razie wywrotki mógłbym go uszkodzić... i faktycznie zaliczyliśmy równo po 1 wywrotce, ale niegroźne były.
Aparat wyjmuję z plecaka ponownie dopiero na dole.
... i tak powoli będziemy mijać: Przełęcz Sosina o 11.28, Narożnik o 11.36, Przełęcz Kaczyńską o 11.45, Susfatową Górę o 12.02, a Przełęcz Łazy o 12.25.
W podejściu na Gronie widzimy sarenki w dali, a nad nami prawie czarne niebo. Wchodzimy do lasu i zastanawiamy się, czy wreszcie po latach jest tam właściwe oznakowanie, bo tam zawsze do tej pory błądziłem i wychodziłem na drogę krakowską od strony Inwałdu.
Ku naszej radości oznakowanie świeże, prawidłowe i po raz pierwszy będę miał przyjemność przejść zielonym szlakiem do końca. Wychodzimy z lasu, obserwujemy częściowo zasnute mgłą góry Beskidu Małego i pniemy się po lodzie na Pańską Górkę (13.25).
Teraz ostatnie zejście  do Andrychowa. Szlak tam nas prowadzi wzdłuż torów, ale w miejscu ich przekroczenia teraz wiedzie prosto, a nie przez plac dworcowy. My jednak idziemy zgodnie ze starą mapą i o 13.50 przy budynku stacji kolejowej w Andrychowie kończymy tę ciekawą trasę.
Potem okazało się, że jednak tutaj zaczyna się i kończy zielony szlak, tylko, że nie prowadzi teraz placem dworcowym, a ulicą Krakowską do samolotu i potem łukiem ulicami z powrotem na drugi koniec tego placu dworcowego. Widocznie doszli do wniosku, że należy turystom pokazać samolot.
To tyle relacji z ostatniej tegorocznej trasy. W tym roku zostanie jeszcze wgrane podsumowanie roku.

2 komentarze:

  1. Nigdy nie zrozumię jak można kochać zimę chociaż widoki zimowe są fantastyczne.
    Stasiu, dziękuję za życzenia i uwierz mi że bardziej serdeczniejszych niż ode mnie nie otrzymasz.
    Kilka lat temu kuzyni z wózkiem szlakiem białych serc wywieźli mnie na Groń Jana Pawła II ale z powrotem zjechaliśmy dżipem. Piękne miejsce do którego wracam często myślami.
    Stasiu, ... zresztą nic... i tak powiesz że jesteś zajęty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że kuzynów musiało być minimalnie dwóch, a i trzeci miałby co robić. To żart... bo jeszcze nigdy nie szedłem (podobno łagodnym) Szlakiem Białych Serc.
      Jestem zajęty od 40 lat i dobrze o tym wiesz, co zresztą podkreślasz, a ja nie mam zamiaru nic w tym zakresie zmieniać. Lubię Cię po bratersko-siostrzanemu.

      Usuń