czwartek, 22 grudnia 2016

614 trasa - 21.12.2016

Korňa - Živčáková - Turzovka Zastávka.

Przez ostatnie trzy lata, zaraz po świętach Bożego Narodzenia wędrowałem do Królowej Pokoju na Żywczakowej i było to zakończenie roku na moich szlakach. Tam dziękowałem za opiekę i tam ładowałem akumulatory na następny rok. W tym roku też tak miało być, ale kilka ważnych rzeczy spowodowało, że idę tam właśnie teraz. Te ważne rzeczy to podziękowania za Łaski, na których czoło wysuwa się ocalenie z wypadku samochodowego Ani wraz z mężem, o czym pisałem w relacji z poprzedniej trasy. Te ważne rzeczy to także nowe prośby, z których najważniejszą jest ta, by w naszym kraju nie doszło do rozlewu krwi, by rządzący wreszcie się opamiętali, że mają służyć Narodowi a nie kaście kolesi.
Poza tym punktów podziękowań swoich i innych ludzi było sporo, to samo dotyczy próśb... i choć to nie jest (przynajmniej nie powinna być) ostatnia trasa tego roku, też za cały 2016-ty złożyłem pokłon.
To będzie w środku trasy-pielgrzymki, a teraz powinienem rozpocząć od tego, że 5 miesięcy nie było mnie na Żywczakowej, a w tym roku nie szedłem tam z Korni, więc pora naprawić błąd. Przyjechałem tam pod urząd gminy o 8.32 i to jest początek dreptania. Pierwsze kroki kieruję... na pocztę, by kupić widokówki, wypisać i zostawić je tam do wysłania.
Pogoda piękna. Jest słonecznie, mroźno, śniegu w sam raz. Przez mróz trzeba bardzo uważać, bo zmienił miejscami podłoże na lodowe. Mijam stary kościół w Korni, na chwilę wstępuję do nowego i już mogę wychodzić w górę. Podziwiam przepiękne widoki, taką samą przyrodę ośnieżoną i zamrożoną i dziękuję Bogu, że mogę tu być, oddychać tym świeżym górskim powietrzem i cieszyć oczy do woli.
Dziękuję też poprzez rozważanie drogi krzyżowej, którą po czasie spotkam. Stacje mają drewniane rzeźby, ale te są za szybami i dlatego nie wszystkie będą widoczne, bo kolega mróz o to zadbał. Ja jednak sfociłem wszystkie bez względu na to, co na nich widać. W końcu wyznaczają etapy mojego wychodzenia na górę.
Przychodzę pod kościół i nie widzę 12-tej stacji, dopiero po jakimś czasie zobaczyłem, że jest przeniesiona w inne miejsce. Przerywam przy niej drogę krzyżową, gdyż następne 2 są na drodze do kaplicy Objawienia,
a ja mam dużo do przekazania Mateńce. Wchodzę do kościoła o 10.03 i mam godzinę na rozważania. Długo jestem sam, co bardzo mi odpowiada i dopiero przed samą 11-tą przychodzi jeszcze kilka ludzi na mszę, która jest sprawowana w kaplicy św. Józefa, a celebransem o.Lubosz.
Bardzo się ucieszyłem, gdy w drodze do ołtarza przechodząc obok, uścisnął mnie i to samo uczynił na zakończenie. Nawet nie wiesz o.Luboszu jak dziś to było dla mnie ważne. Dziękuję, za piękne słowa homilii, za całą mszę. To mnie bardzo podbudowało.
Zostawiwszy  wszystkie przyniesione prośby i podziękowania (a te sprawy zawsze są włączane tutaj do modlitwy wiernych) o 11.40 opuszczam kościół i idę w stronę kaplicy. Wznawiam drogę krzyżową na ostatnie 2 stacje.
Zaraz za stacjami swoje miejsce mają źródła z wodą uzdrawiającą. Każde z nich ma "swojego patrona" i aż jęknąłem kiedy zobaczyłem, że w źródle Maryjnym nie ma figury, a Chrystusowym - jest kawałek rozbitej. Przypomniałem sobie, że ktoś pisał o tym na profilu Żywczakowej, pisał o wandalach, którzy zbeszcześcili to święte miejsce i teraz wiem, na czym to polegało. Zniszczeń jest więcej.
Źródło najważniejsze, MB z Lourdes jest nietknięte i z niego dziś zabieram wodę dla potrzebujących.
Przy kaplicy Królowej Pokoju jestem o 12.03. Zatrzymuję się na chwilę i kontynuuję dreptanie, tym razem w dół do stacyjki Turzovka Zastávka. Rzadko tędy schodzę, przeważnie  wychodzę. Teraz to trzeba uważać mocno na śliskie podłoże i przez to czas przejścia się wydłuża, ale to nic, bo mam sporo czasu w zapasie.
Na zniszczonej stacyjce o 13.10 jest meta tej trasy-pielgrzymki. Czuję się lżejszy poprzez zrzucenie tam na górze bagażu zadręczających myśli. Idą święta Bożego Narodzenia, trzeba iść w ich klimacie ku zgodzie, ku pojednaniu. To dobra pora na wyplenianie nienawiści, zawiści... a nuż Pan taką Łaską kogoś obdarzy?!

Wszystkim odwiedzającym ten blog życzę z okazji świąt Bożego Narodzenia, Bożej Miłości - bo Ona o resztę już zadba, a patrząc na fotkę błogosławiącego o.Lubosza, weźcie to błogosławieństwo do siebie, bo o.Lubosz uczynił to dla nas wszystkich... w dodatku z bardzo ważnego miejsca, jakim jest święta góra Żywczakowa. Spokojnych, radosnych, rodzinnych Świąt!!!


2 komentarze:

  1. Wiedziałam i nie zawiodłam się, jesteś jedyny niepowtarzalny i czarujący swoją wiarą. Wiem już dlaczego Mateńka (to ważne słowo przejęłam od ciebie) tak bardzo ciebie kocha a i mnie przy okazji. Oczywiście żartowałam bo Mateńka dużo mi pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie czarodziejko... a mogłem coś innego uczynić???

      Usuń