niedziela, 8 listopada 2015

HISTORIA - 235 trasa - 06.11.2010

Przełęcz Salmopolska - Malinów - Malinowska Skała - Małe Skrzyczne - Skrzyczne - Becyrek - Szczyrk.

Poprzednio wgrałem pierwszą numerowaną trasę sprzed 19 lat, kiedy to aura była podobna do tegorocznej, a dziś też z 6 listopada, ale 5 lat temu, z 2010 roku. Jakże inna pogoda "tego samego dnia".
Idę z dwoma koleżankami i to jest pierwsze nasze dreptanie w tym składzie i jak się okazuje, do dnia dzisiejszego nie potrafiliśmy się zorganizować do kolejnego wyjścia, a tak wiele było nadziei po tym pierwszym razie. Nad nami chmury, miejscami bardzo ciemne i bardzo gęste. Miejscami wieje silny wiatr, ale nastroje odpowiednie i można iść przed siebie.
Zaczynamy na Przełęczy Salmopolskiej po przyjeździe tam autobusem o 8.55. Szlak czerwony w kierunku na Malinów. Chmury faktycznie robią na niebie spektakle światłocieni i dlatego część fotek obejmuje więcej nieba niż ziemi. Widoki są, ale wszystko takie przyciemnione. Widzimy w dole Malinkę w Wiśle już po minięciu Malinowa o 9.27. Focę z oddali mój ulubiony Zielony Kopiec, który wtedy był łysy, tak jak większość szlaku, którym pójdziemy na Skrzyczne, bowiem na Malinowskiej Skale o 10.40 zmienimy szlak na zielony i pójdziemy na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego, a potem cały czas nim aż do mety w Szczyrku.
Okrutne te widoki pobojowiska, bo tak  trzeba określić przejście tędy huraganów, które poczyniły niesamowite wprost spustoszenia w drzewostanie i to tak jest w większości pasm, to tutaj nie jest jakimś odosobnionym przypadkiem. Co z tego, że widoki dalekie, kiedy żal gardło ściska gdy patrzy się na te drewniane trupy. Kiedy to odrośnie??? zadawaliśmy sobie pytanie. I odrosło, dziś już to można stwierdzić z radością. Oczywiście jest to wielka zasługa leśników i chwała im za to.
Z kolei drzewa liściaste już dawno pożegnały się ze swoimi ozdobami, za to pod nogami brązowa szeleszcząca ściółka. Zupełnie inaczej niż w tym roku czy 1996. Zresztą taki rok jak obecny to rarytas z taką jesienią i może długo się nie powtórzyć. Tylko wody mało.
Do schroniska na Skrzycznem przychodzimy o 11.40 i będziemy w nim do 12.30. Fotki z tej trasy pstrykam już z mojego pierwszego taniego aparatu cyfrowego i dlatego jest ich więcej. Jednak obecnie musiałem ingerować prawie w każdą jedną sztukę, bo albo były zbyt ciemne, albo prześwietlone. Fakt, wtedy nie posiadałem programu korygującego. Fotki z wnętrz, zarówno w schronisku jak i potem na dole w Szczyrku były na tyle zaciemnione, że musiałem je przerobić na czarno-białe, bo tylko w takiej postaci można było regulować nasycenie kolorami. To tak wygląda jakbym wówczas robił je bez flesza.
Potem schodzenie do Szczyrku, bardzo zimny wiatr nam dokucza. Jak to w górach, w pewnym momencie spotykamy turystę, który z nami kawałek pójdzie.
A w Szczyrku dziewczyny mnie zostawiły dla wysokiego harnasia, skoro tak, to poszukałem sobie lali. W nastroju radosnym skończyliśmy trasę w Szczyrku przy piwku i kawie o 14.30. Szkoda, że jak dotąd nie było nam dane powędrować jeszcze raz w tym składzie. Ale, co się odwlecze....

6 komentarzy:

  1. Przecież to nie o aparat chodzi. Nieważne czy się pstryka telefonem, kompaktem czy super lustrzanką. Ważne czy się czuje i jak się czuje to, co dookoła. Ale a propos rzeczy noszonych w plecaku, to pochwalę się, że mam tam taką zasłużoną półtoralitrową wodę mineralną. Zasłużoną, bo biedaczka szła ze mną właśnie z przełęczy Salmopolskiej przez Kościelec do Ostrego, kilka tygodni później z Ostrego przez Muronkę do Radziechów, a w ostatnią środę po znów iluś tygodniach przerwy od gór "powędrowała" aż w Beskid Żywiecki na całe dwa dni i... znów jej nie wypiłem. Teraz to aż zresztą nawet nie wypada, skoro jest taka "światowa" :))

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja to racja... a co do wody - faktycznie może się przydać jeśli nie spadną deszcze, zapanuje susza i zniknie nam ten płyn z kranów.
      Może jednak nie będzie tak źle, w każdym razie zaczynam robić zapasy wody. Też serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  2. Jesteś Stasiu niesamowitym wędrownikiem. Z Tobą dreptać to sama rozkosz, nawet w pochmurne dni! Twój entuzjazm jest jak najcieplejsze promienie słońca. BRAWO !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joleńko witaj po dłuższej przerwie. Tak pięknie to napisałaś, że aż chce się od razu dreptać, a pozytywna energia to zasługa Twoich piosenek, które też nucę wędrując. Dzięki i przesyłam z serca płynące pozdrowienia.

      Usuń
  3. One dwie, a ja gdzie. To mi się nie podoba.

    OdpowiedzUsuń