piątek, 21 lipca 2017

651 trasa - 19/20.07.2017

Trojanovice Ráztoka - Pustevny - Radegast - Chata Radegast - Radhošť - Chata Radegast - Radhošť Hřeben - Vyhlídka - Trojanovice Ráztoka.


Beskid Śląsko-Morawski. Tym razem w towarzystwie kolegi, z którym nie dreptałem od czasu pobytu w Maroku. Z nami idzie także jego siostra. Specjalnie lajtowy wariant trasy ze względy na jego serce.
Przyjechaliśmy na parking w Raztoce w środę o 9.45 i tym samym rozpoczynamy. Najpierw niebieskim szlakiem do kolejki linowej i nią wyjeżdżamy na Pustevny (10.13 - 10.33). Kolejka ta ma swój urok w tym, bo najpierw podjeżdża do góry, potem równo, w dół i na końcu znowu do góry.
Na Pustewnym jestem rozczarowany, bo z pięknych budynków pozostał jeden. Spalony Libuszyn co prawda budują od podstaw, ale  trzeba będzie jeszcze trochę poczekać na efekt końcowy. Za to przybyło budynków nowoczesnych, co trochę krajobraz popsuło.
W Kolibie zaczynamy od złocistego i powoli będziemy potem szli dalej niebieskim. Podejście pod wieżę widokową jest dla kolegi męczące, ale dzielnie to pokonał. Potem już spokojniej, bo teren mniej więcej równy jak na górskie warunki. Podziwiamy widoki, próbujemy smaku borówek i tak wśród wielkiej rzeszy turystów o 12.10 mijamy Radegast i pomnik dawnego bożka słowiańskiego, od którego imienia nazwali producenci jedno z czeskich piw. Do schroniska o takiej nazwie przychodzimy o 13.18. Mamy tutaj zamówiony nocleg, więc od razu dostajemy klucz do pokoju, a wszystkie formalne sprawy załatwiać będziemy wtedy kiedy turyści stąd odejdą.
Oczywiście potem będą złociste, jedzonko i około 17-tej pójdziemy na szczyt Radgoszcza, gdzie mieści się kaplica świętych Cyryla i Metodego (17.10). Powrót do schroniska o 17.40. Kolacja, rozmowy i potem spanie.
Czwartek wyrzuca mnie z tapczanu o szóstej, jestem wyspany, więc rozwiązuję krzyżówki. Śniadanie zjemy na polu, bo piękne słoneczko. Sympatyczna załoga otworzyła nam drzwi mimo, że jeszcze nie było 9-tej godziny. Po śniadaniu pakujemy rzeczy i o 9.13 wyruszamy w drogę powrotną szlakiem niebieskim, ale tylko do miejsca gdzie zaczyna się zielony i nim będziemy schodzić do Raztoki. Będziemy w pewnym momencie obserwować zwózkę, a raczej wwózkę drzew na górę za pomocą mechanicznego sprzętu. Wreszcie konie i ludzie harować nie muszą. Wwożą na górę, gdyż na dole jest położony świeży asfalt i nie wolno im go uszkodzić.
Zamykamy pętlę około południa w Raztoce. Przy stoliku "zaczepił" mnie liżąc mi rękę Denisek wielkości mojej Perełki. Toteż wziąłem go na ręce. Potem ze swoimi właścicielami został sfocony. Bardzo sympatyczni Czesi, zresztą muszę to podkreślić, wszyscy z którymi mieliśmy styczność byli bardzo dla nas życzliwi, co na pewno przyczyniło się w jakimś stopniu do tego, że z radością tę wycieczkę wspominać będziemy. Niech nie mylą miny na ostatnim zdjęciu, ale trochę musieliśmy poczekać, zanim pani je robiąca pstrykła. Meta właśnie tam o 12.20.
Potem droga powrotna, w której zahaczyliśmy jeszcze o Frensztat, ale to już nie należy do trasy. Przez całą drogę powrotną towarzyszyła nam muzyka zespołu Pod Budą, śpiewaliśmy razem z nimi i jedna z piosenek kończy relację.