sobota, 21 lipca 2018

721 trasa - 20.07.2018

Hrádek - Křivá - Ostrý Salaš - Chata Ostrý - Ostrý - Chata Kozinec - Plenisko - Kozinec - Karpentná - Vendrynĕ Zaolší - Bystřice.

Pierwsza tegoroczna napotkana kania jest wizytówką trasy w Beskidzie Śląsko-Morawskim.
Wraz z koleżanką, której ostatnio los nie szczędzi zawiłości życiowych, po prawie 2 miesiącach przerwy we wspólnym dreptaniu, ponownie razem na szlaku.
Prognozy pogody w Czechach i na Słowacji mają to do siebie, że są prawdziwymi i praktycznie za każdym razem sprawdzają się co do godziny. Ciekawe, dlaczego u nas tak nie można?!
Toteż było wiadome, że zaczniemy w deszczu i to momentami obfitym, ale już o 9-tej zapomnimy o nim.
Początkowo mieliśmy podjechać autobusem do Krzywej, by skrócić przemarsz z przystanku kolejowego w Gródku, ale po namyśle postanowiliśmy dojechać pociągiem właśnie tam, zwłaszcza, że koleżanka po raz pierwszy dziś pójdzie planowanymi szlakami, a ja w końcu po latach przypomnę sobie odcinek do Krzywej.
Zaczynamy oczywiście w deszczu o 6.52 żółtym szlakiem na Ostry. Zaraz na początku pozytywne zaskoczenie, gdyż to nad czym w przeszłości marudziłem zostało spełnione. Chodzi o nazwę rzeki Olza, bowiem zawsze była Olzą, ale po rozpadzie Austro-Węgier, kiedy powstawała Czechosłowacja, Czesi zmienili jej nazwę na Olše. Już w tym wieku, Polacy i Czesi porozumieli się, że nastąpi ponowne ujednolicenie nazwy... porozumienie porozumieniem, a realizacji nie było i ja w przypadku tego mostu co na zdjęciu zawsze to wytykałem. ... a dziś... wróciła nazwa do korzeni.
Patrzymy na zboża, które po długotrwałych opadach niszczeją i współczujemy, choć i tak tu jeszcze dobrze w porównaniu z tym co aktualnie wyczyniają wody Dunajca w Małopolsce.
Bardzo szybko kończy się asfalt i idziemy teraz wzdłuż szeregu posadzonych orzechów, gdzie każde drzewko ma imię (naszych nie było). Spotykamy 8-miesięczną kudłatą Halinkę (trochę dziwne imię jak na psa) i wchodzimy po raz pierwszy do lasu. Ściana drzew powoduje, że nie jesteśmy moczeni z boku. Zaraz za lasem będzie wspomniana na początku Krzywa (7.32) i odcinek po Chatę Ostry przypomnę sobie po 2 latach. Patrzymy na wzburzone wody różnych rzek, potoków i teraz idąc asfaltem ponownie i lasem zastanawiam się, czy nad potokiem, który mamy później przekroczyć jest mostek... bo jak nie, to będziemy musieć zawrócić. Mostek był tuż obok kapliczki św. Huberta i z tego co pamiętam sprzed 2 lat to teraz powinniśmy brnąć w błocie pod górę sporym wyrypem.
Jakże zdziwiliśmy się, gdyż całe błoto woda wcześniej wypłukała i teraz idziemy tylko po kamieniach i po twardym podłożu. Mozolna wspinaczka, ale zgodnie z prognozą pogody, a nawet 10 minut wcześniej deszcz przestał padać i obserwujemy nieśmiałe jak na początek próby przebicia się do nas słoneczka.
Akurat doszliśmy do miejsca, gdzie mogliśmy podziwiać góry pozostałe za nami. Las i potem piękna polana, jak się okazało z kaniami. To miejsce nazywane jest od zawsze Ostrý Salaš a na tabliczce dziś widnieje napis Pod Ostrym. Tutaj też rosną dwa drzewa gdzie za każdym razem robię sobie między nimi zdjęcie i porównuję później to, jak pięknie się starzeję hahaha
Po wejściu do lasu mamy chmurę i w niej będziemy poruszać się aż do Chaty Ostrý. Opowiadałem koleżance wcześniej o pilnującej tego miejsca Terze z nadzieją, że znowu ją spotkam... i ona jako pierwsza nas powitała. Potem w środku było czochranie, kawa i odpoczynek pomiędzy 9.45 a 10.30.
Radośni, że nie pada wyruszamy dalej szlakiem niebieskim, odtańczyłem koleżance "Jezioro łabędzie" i mogliśmy iść w stronę szczytu Ostrego, bo tam wiedzie ponownie szlak. Był okres kiedy zmienili go na bardzo okrężny, ale ważne, że znowu jest tak jak kiedyś.
Schodząc na Kozinec zbieramy grzybki, mnie przypadają dziś w udziale kanie i kurki, bo tych koleżanka nie chce. Spotykamy żabkę, która schowała się pod trawy w okolicach starego drzewa w kształcie głowy słonia, z którego wyrasta zdrowe drzewo. Spotykamy żmijkę, która wyszła wylegiwać się na słoneczko, które w końcu wyszło, zapozowała do zdjęcia i poszła sobie.
Do Chaty Kozinec zeszliśmy o 11.50. Chata teraz jest czynna tylko w piątki, soboty, niedziele i święta.
Jest piątek zatem mogliśmy wypić wspaniałe espresso. Bardzo sympatyczna obsługa, śmiechu troszkę było, zwłaszcza wtedy gdy stwierdziłem, że wraz z koleżanką chodziliśmy do tej samej szkoły, a ona jest ode mnie mądrzejsza. Prawda w każdym calu.
Wychodzimy z chaty o 12.20 i znowu piesek do czochrania, po czym zielonym szlakiem zaczynamy schodzenie do Karpentnej. Po minięciu Kozińca ostro w dół wśród niezbyt miłych zapachów wydzielanych przez kolonię grzybowych bezwstydników.
... i znowu asfalt, tym razem do końca. Na przystanek autobusowy w Karpentnej zeszliśmy o 12.50. Pamiętałem, że zielony szlak do Bystrzycy prowadził dalej w linii prostej, a tu mamy nagły skręt w prawo. Po czasie zrozumieliśmy dlaczego z biegiem przebytych kilometrów, co tabliczka to tych kilometrów ciągle przybywa, zamiast ubywać. Szlak aktualnie mocno kluczy. Na mapce starałem się pokazać tak jak teraz biegnie, ale zaraz na początku popełniłem błąd i tak naprawdę nie jest ten odcinek od Karpentnej do Wędryni Zaolzia rzeczywistym, bowiem biegnie pomiędzy dawnym zielonym a niebieskim z prawej strony,
Nikomu nie polecamy aktualnej wersji do przejścia, gdyż niepotrzebnie kluczy. Gdybyśmy wiedzieli, że tak jest, to w Karpentnej skorzystalibyśmy z usług autobusu i tam zakończyli trasę.
Zaskoczyło nas, kiedy tuż przy Bystrzycy szlak nagle skręcił w prawo i znowu pod górkę szerokim asfaltem bez poboczy szliśmy do Wędryni Zaolzia.
Od czasu do czasu patrzyliśmy na Ostry nie wierząc, że tam byliśmy. W mocnym już słońcu doszliśmy do Bystrzycy i tam na stacji kolejowej o 14.20 była meta tej trasy. Akurat o tej godzinie miał nadjechać pociąg do Czeskiego Cieszyna, ale, że kilka minut był opóźniony to przycupnęliśmy na ławce.
Piękna trasa, w pięknym nastroju, radosna mimo początkowego deszczu.

7 komentarzy:

  1. Witam. Fajna trasa. Mgły dodają klimatu w górach choć jak się idzie samemu to budzą małą grozę szczególnie jak się wchodzi w ciemny las. Przynajmniej ja tak mam. Co do prognoz pogody to polecam stronę www.ventusky.com Jeszcze mnie nie zawiodła. W telefonie korzystam z prognoz Foreca i też się sprawdzają. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także witam. Mgły mają w sobie tyle tajemniczości, że nie odczuwam lęków, zwłaszcza, jeśli z nich wyłoni się tak sympatyczna istotka jak Tera.
      Dzięki za podpowiedź, za odwiedziny. Serdeczności.

      Usuń
  2. hej... i znalazłam drzewo Gabriela i zobaczyłam Stacha pod parasolem na szlaku... i to błotko... nie dla mnie...relacja ciekawa... miłego

    OdpowiedzUsuń
  3. Specjalnie sfociłem Gabrielę, bo wiedziałem, że będziesz oglądać. Błotka nie było... jak pisałem, wszystko zabrała woda i szliśmy tylko po kamieniach i stwardniałej ziemi. Buty mieliśmy czyste... to tylko fotki sprawiały wrażenie błotnistości.
    Dzięki za wizytę. Papapa

    OdpowiedzUsuń
  4. Szlaku pozazsrościć bo malowniczy i ciekawy. Pieseły ekstra.
    Ale ten piętrowy wagon pociągu... Rany! Dziesięciolecia takimi cudami nie jeździłem (a onegdaj prawie codziennie) i mi się tęskni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... a to tylko wystarczy udać się do Czech i najeździć się piętrusami do woli... tylko trzeba uważać, bo zdarza się, że góra to 1 klasa, a dół druga.

      Usuń
  5. Trudno, niech będzie pierwsza.

    OdpowiedzUsuń