sobota, 14 lipca 2018

720 trasa - 14.07.2018

Ustroń Polana - Palenica - Orłowa - Beskidek - Równica - Równica Czarcie Kopyto.

Zębata huba niegryząca turystów na jednym z drzew Równicy, bo też dziś wędrowałem ponownie moimi stronami w Beskidzie Śląskim.
Już kiedyś narzekałem tutaj na koszmar jakim może ludziom przytrafić się grypa żołądkowa, a mnie przytrafiła się w tym roku już 3 raz i całkowicie pokrzyżowała mi plany tego tygodnia. Czemuś takiemu i Herkules nie dałby rady.
Wczoraj wieczorem powiedziałem jej: dosyć! W końcu mam na ciebie metodę. Wychodzę rano z domu choćby na czworakach i zgubię twoje resztki idąc w górę.
Wiadomo, że przy takim osłabieniu to można pójść gdzieś niedaleko, skąd zawsze można w razie czego szybko wrócić... i powstała myśl, żeby przypomnieć sobie zielony szlak na Orłową z Ustronia Polany.
Tam też o 6.40 przy bardzo nieciekawej tym razem pogodzie (momentami chmury zaciemniały niebo niczym w nocy) rozpocząłem przypominanie sobie szlaku. O tyle ważny dziś jest dla mnie, że pamiętam go jako grzybowy z dawnych lat.
Po odejściu od domostw następuje od razu ostre podejście w górę, a ja sam (koleżanki wojażują po kraju) to oczywiście zapominam, że pod górę nie powinienem szarżować i dopiero wtedy gdy gdzieś na jakieś 5 minut obraz z oczu mi zniknął, przystanąłem... i mówię do Mateńki, która zawsze ze mną jest na trasie, że różaniec będę odmawiał wyżej, a teraz bardzo proszę, żebym mógł jakieś grzyby nazbierać a do potrzebuję widzieć. Przecież nie mogę tu zostać, żeby ktoś mnie sprowadzał później na dół, wolę iść z Nią i obiecuję, że już pójdę z nogi na nogę, tylko żebym mógł widzieć i zbierać plony lasu.
Jakoś wcale tą sytuacją się nie przeląkłem, bo wiedziałem, że jeszcze tym razem mi pomoże... i faktycznie wzrok tak szybko wrócił jak się zgubił i zaraz też pojawiły się upragnione grzyby różnych gatunków; były też oczywiście niejadalne, zarówno niektóre te pierwsze i te drugie znalazły się na zdjęciach. Dużo fotek z niskości lasu być nie mogło, bo jeszcze brzusio przeszkadzał w schylaniu się. On się domagał specjalnego stanika, żeby go podtrzymywać.
Chmury, chmurska, chmureczki... od czasu gdzieś w oddali było widać promyki słońca, o czym ja mogłem tylko marzyć. Niektóre fotki mogą w tej dekoracji wyglądać nieciekawie, no, ale tak też jest w przyrodzie, nie zawsze musi być błękit nieba.
Jeszcze wszystko mokre po deszczach, dlatego nie schodziłem z szlaku dalej niż na 3 metry w jedną i drugą stronę. Po dojściu na zbocze Palenicy już mogłem iść spokojnie. Pojawiły się domy i pozostało mi na tym zielonym szlaku jeszcze jedno mocne podejście na Orłową, ale, że ja od czasu kiedy zamknęli Chatę na Orłowej,  rzadko tam bywam. Co ja dziś zobaczę stamtąd?
Od samego początku miałem w planie, że gdy dojdę do styku ze szlakiem niebieskim, to ja tylko zmienię go na ten kolor i pójdę w stronę Równicy i tak się stało o 8.12. W sumie byłem na zboczu Orłowej, więc zaliczam ją sobie jako kolejny punkt trasy.
Od tego momentu aż do miejsca, w którym opuszczę niebieski (9.09) na korzyść bezszlakowego wejścia na szczyt Równicy, jest powtórka dreptania z 1 maja, ale w jakże innych warunkach pogodowych.
Już pod szczytem mam podgląd na stronę Brennej i widzę Klimczok dymiący niczym Wezuwiusz, więc też nie mam motywów, żeby dziś iść jeszcze choćby w stronę Lipowskiego Gronia. Zewsząd tyle czarnych chmur, że za kilka godzin może lać, więc lepiej szybciej do domu.
Szczyt Równicy osiągam o 9.19 i z kolei żółtym szlakiem schodzę w dół obok Dworu Skibówki.
Wymyśliłem sobie, że skoro w okresie letnim w weekendy wyjeżdżają tutaj autobusy Wispolu, to takim zjadę, a przecież przed 10-tą ma tu pierwszy z nich się pojawić.
Myślałem, że przystanek jest na płycie przed dawnym schroniskiem PTTK, ale nie. Trzeba iść dalej, toteż dosłownie kawałek czerwonym tym razem szlakiem idę stronę Czarciego Kopyta. W taką pogodę o tej porze praktycznie wszystko na Równicy zamknięte, więc nie będzie pieczątek, zwłaszcza, że widzę nadjeżdżający autobus. Teraz tylko znaleźć przystanek i znalazłem na zakręcie w połowie drogi między Gościńcem Równica a Czarcim Kopytem. Właśnie tu o 9.45 meta trasy. Już chce mi się grzybuli i tylko trzeba zjechać. Tylko 20 minut czekania.
Grypa pogoniona, grzyby nazbierane i teraz powinienem czekać kilka dni na pełne dojście do formy.
 
 





8 komentarzy:

  1. Jelitówka to koszmar, wymęczy a nie zabije. Do tego jak się w towarzystwie coś wynajmie, to klimat zepsuty na amen ;)
    Mi pomaga smecta i nospa. Nie tak żeby nie męczyło, ale na tyle by dało się żyć.

    Wędrówka świetna, piękna kraina. Mój Mikołaj był tam teraz dwa tygodnie na obozie wędrownym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... a mnie wszystkie lekarstwa tym razem zawiodły. Pomógł litr pepsi coli. Odrdzewiacz wszystko wymiótł.
      Mikołaj pewnie zadowolony, bo to naprawdę ciekawe tereny na obóz wędrowny.
      Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Jeszcze po tygodniu oczy mu świecą z zachwytu.
      Ale najfajniejsze jest to że mogę z synem usiąść i pogadać jak kumple ze szlaku i schroniska, a nie jak ojciec z synem.

      Usuń
    3. Świetna sprawa. Nie wszyscy tak mają.

      Usuń
  2. Witam Ciekawa trasa. Przy planowaniu wycieczki też brałem podobną pod uwagę. W końcu skończyło się na Beskidzie Żywieckim. Cola jest najlepsza na jelitówkę, tylko musi być bez gazu. Ja zawsze tak się leczę. Zazdroszczę tych grzybów. Łaziłem po lesie w Sopotni i nic nie znalazłem, ale ja nigdy jakoś talentu do zbierania grzybów nie miałem. W rejon Równicy i Orłowej wybiorę się chyba dopiero w październiku jak liście będą złote. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpiękniejsza złota jesień bywa w Beskidzie Małym, ale i u nas też jest ciekawie.
      Wchodziłem na górę zapomnianym przeze mnie szlakiem, a przed laty bywało, że kilka razy w roku. Po zamknięciu Chaty na Orłowej przestałem nim chodzić i bardziej preferuję czerwony bezpośrednio na Równicę z Polany.
      Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam.

      Usuń
  3. i jakie fajne takie wędrowanie po swojej okolicy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie dreptania są szczególnie radosne nawet mimo słabszej kondycji. Dzięki za odwiedziny.

      Usuń