sobota, 15 lutego 2014

425 trasa - 15.02.2014

Korňa - Živčákova - Turzovka.

Kysuce. Dziękczynna pielgrzymka do Królowej Pokoju za uzdrowienie. Z wielką tremą tam idę, bo oprócz swojego podziękowania mam zanieść prośby od znajomych w różnych intencjach. Miało nas być więcej, ale różne przypadki spowodowały, że jesteśmy tylko w trójkę. Idę z Elą i Zdzisławem.
Zaczynamy wędrówkę w Korni o 9.15, po przyjeździe tutaj autobusem z Czadcy. Droga dobrze mi znana, dla nich ten odcinek to debiut. Mamy dosyć czasu, więc idziemy spokojnie pod górę, droga oblodzona momentami, więc trzeba uważać. Idziemy stacjami Drogi Krzyżowej. Nie wszystkie będą na zdjęciach, bo poszczególne rzeźby są za szybami, a te czasem odbijały promienie i nie było widać tego co w środku.
Z wyższego pułapu były widoki na góry.
Idąc od strony Korni w godzinach dopołudniowych, nad budującym się Sanktuarium Panny Marii Matki Kościoła, zawsze świeci słońce w dni pogodne. Dziś też przebijało się i stworzyło to bardzo ciekawy obraz.
Jednak po przejściu na stronę zasłoneczną , już widać wyraźnie to co jest budowane.
Zaraz potem źródła z wodą mającą moc uzdrowicielską. Ja oczywiście nie zabrałem żadnego naczynia (zapomniałem) , więc może następnym razem do domu przyniosę.
Przez głośniki słyszymy, że w kaplicy Królowej Pokoju, zbudowanej w miejscu Jej objawień, odmawiany jest różaniec. Idziemy w skupieniu, aż tu nagle zza drzew wybiega witający nas Alex. Kochane psisko, szczęśliwe... ta jego radość udziela się i mnie. W końcu za to, co mnie spotkało za przyczyną Królowej Pokoju, można tylko dziękować modlitwą i radością.
Dziś będą tutaj ci, co doznali już w życiu tak jak ja, cudownej opieki, a także ci, którzy z nadzieją na odmianę losu, tu na górę wychodzą.
Sama Matka Zbawiciela podczas tutejszych objawień zapewniła:
Kto mnie - gdziekolwiek by był - wezwie słowami: (9razy) - "Królowo Turzovki rozłóż swój płaszcz ochronny nade mną (nad nami)" - nad tymi zaraz rozepnę płaszcz, jako matka Syna Bożego.
Nie dziwi więc, że ludzie idąc tutaj w różnych intencjach czynią różne przyrzeczenia. Jest mróz, śnieg i lód, a tu przed nami boso idzie kobieta z kulami. To już drugi raz ją tutaj spotykam. Jest tak silnej wiary i ma nad sobą opiekę Matczyną, że najmniejszego śladu zaczerwienienia na nogach nie ma. Na jednym zdjęciu będzie widać, jak już w kaplicy trzyma te swoje nogi gołe w specjalnym worku.
Jakąż radość sprawił mi Ojciec Rastislav, będący tutaj dziś celebransem mszy świętej. On już wiedział wcześniej o moim wyleczeniu. To jego serdeczne powitanie... a potem słowa homilii do nas pielgrzymów wygłoszonej... o tym, że przychodzimy tutaj z naszymi boleściami życia, że zawierzamy to życie Królowej Pokoju, a Ona za swoim pośrednictwem wyprasza dla nas łaski u Syna.
... a także to, że Pan Bóg nie ma zegarka, według którego nas tymi łaskami obdziela. Trzeba czekać i wierzyć, że to nadejdzie. Jednemu szybciej, drugiemu później... ale nie można wątpić, bo wtedy kiedy nam się wydaje, że  nie jesteśmy wysłuchiwani i często odwracamy się od Niego, a On wtedy właśnie jest najbliżej nas. Tylko trzeba zaufać.
Uwielbiam te kazania Ojca Rastislava, po słowacku, ale bardzo zrozumiale.
Już po mszy, kiedy wspólnie posilaliśmy się i rozmawialiśmy, O.Rastislav powiedział, że kiedy mnie tu ostatni raz widział, to był przekonany, że coś mi dolega, bo byłem "inny" i bardzo się ucieszył, że tak to się skończyło. Z racji opiekowania się tym miejscem, jest świadkiem wielu uzdrowień i zmian w życiu na lepsze.
Przyszliśmy tutaj o 10.30, a o 12.10 pożegnaliśmy się i poszliśmy znaną nam już wszystkim ścieżką do Turzovki. Wcześniej oczywiście musiałem poczochrać się z Alexem.
Tym razem widoki w stronę Małej Fatry, a także z przeciwnego kierunku na Łysą Górę. Sporo idziemy lasem, to nie jest typowy szlak, tylko taki minipielgrzymkowy oznaczany białym lub zielonym krzyżem, a w niektórych miejscach czerwonymi wstążeczkami.
Po wyjściu z lasu piękna panorama z Turzowką w roli głównej. Meta na przystanku autobusowym przy ulicy Beskidzkiej o 13.50. Mamy blisko pół godziny czasu do odjazdu autobusu. Wymieniamy zachwyty związane z dzisiejszą pielgrzymką i bardzo cieszę się, że oboje chcą tutaj wracać, tak jak ja. Zatem pewnie jeszcze nie raz tutaj będziemy razem.
Dziś będzie inne zakończenie relacji niż zazwyczaj, bo modlitwa tutejsza:
"O, Maryjo, moja najukochańsza Matko,
wszystkie moje dzisiejsze dobre uczynki ofiaruję
Twojemu sercu bez skazy.
Proszę połącz je z zasługami Twojego serca
i u Jezusa, Twojego Syna wyproś dla mnie,
jak też dla pozostałych grzeszników,
łaskę szczerego żalu za grzechy."

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Opisujesz Stasiu miejsce niesamowite! Wyjątkowe - Sanktuarium w przepięknym otoczeniu. Prześledziłam Twój szlak pielgrzymkowy ze szczególną uwagą.
    Dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także bardzo Ci dziękuję, że podążałaś za nami. Dużo dobrego!

      Usuń
  3. o a tę trasę znam...i muszę wybrać się znów...oczywiście z Tobą...sama bym się zgubiła...pozdrówka:)))

    OdpowiedzUsuń