środa, 20 marca 2013

361 trasa - 20.03.2013

Ustroń Venus - Lipowiec - Spokojna - Zawodzie Dolne - Kuźnicza - Daszyńskiego - Wantuły - Ustroń Manhatan.

Każdy z nas ma tylko tę jedną, jedyną, najukochańszą Matkę. Dopóki jest wśród nas, to życie jest zazwyczaj piękne, ale kiedy zabraknie...
Moja Mama akurat urodziła się przed stu laty. Wczoraj była rocznica. Wcześniej msza św. z okazji urodzin, ale jednocześnie z okazji 30 rocznicy śmierci.
Zmarła cieleśnie, ale w pamięci, a zwłaszcza w sercu dalej żyje i wierzę, że czeka tam na nas w innym, lepszym wymiarze.
Jest to także okazja, by Ją odwiedzić w miejscu spoczynku. Stąd ta ostatnia tej kalendarzowej zimy wędrówka. Wędrówka miejscami w większości związanymi z życiem Mamy.
Rozpoczynam to wszystko o 8.45 w ośrodku wczasowym Venus. Zabawa z moimi ukochanymi psiakami i potem już szlak żółty... a właściwie tak jak jeszcze kilka lat prowadził obok ośrodka, bo teraz biegnie na tym odcinku zupełnie inaczej. Jest to szlak ze Skoczowa na Równicę. Skracam sobie i idę polami jego starym biegiem. Kieruję się na Lipowski Groń.
Będę miał widoki także na Czantorię, Chełm, Bucze, zajrzę do Skoczowa dzięki zumowi, do Pogórza i do Górek Wielkich.
Przed cmentarzem w Lipowcu spotkam w końcu zółty szlak, ale tylko po to, by go dotknąć.
Na cmentarzu u Mamy będę pół godziny pomiędzy 9.25 a 9.55. Przechodząc między grobami odkryję prawdę, że bardzo wiele osób tu spoczywa, które znałem, z którymi mieszkałem, przyjaźniłem się.
Sąsiedzi, koledzy ... bardzo ich dużo. Spotkam koleżeństwo ze szkolnej ławy. I dotrze do mnie w końcu, że to już te lata, kiedy coraz więcej znajomych będzie należeć do tamtego świata. Tutaj pozostaną ich prochy, pomniki i... pamięć.
Tak jak pamięć o Mamie. W lipowskim kościele dojrzę chrzcielnicę, nie wiem czy to ta sama, z której chrzest przed 100 laty Mama otrzymała. Nie będę mógł wejść do środka, tylko do przedsionka.
Potem przez Lipowiec, znaną drogą, na ulicę Spokojną, przy której mieszkałem przez prawie 40 lat. Już na Spokojnej spotkam sąsiadkę, która zaprosi mnie na kawę i trochę porozmawiamy... jakże dawno nie widzieliśmy się.
Na miejscu mojego rodzinnego domu jest obecnie dworek. Będąc przy nim, wkleję 4 zdjęcia z przeszłości, a więc mojego domu rodzinnego z 1978 roku, potem komunijne zdjęcie Mamy, zdjęcie Jej klasy ze Szkoły Powszechnej. Oba zdjęcia z lat 20-tych XX wieku. Zakończy tę sekwencję zdjęcie Mamy z moimi siostrami, zdjęcie zrobione w czasie okupacji hitlerowskiej.
Potem powrót do rzeczywistości, będę miał nawet zdjęcie na tle dworku, w miejscu, gdzie kiedyś rosła nasza czereśnia.
Dalej wędrówka Spokojną, potem wzdłuż rzeki Wisły, gdzie spotkam pierwsze rozwinięte bazie.
Wędrówka przez Ustroń, m.in. obok Dębu Sobieskiego z 1863 roku.
W końcu dochodzę na mój Mahatan, gdzie w domu o 12.40 nastąpi meta tej trasy. Perełka otrzyma świeżutki zielony koperek i będzie mruczeć z radości, zajadając się nim.
Ważna, można powiedzieć sentymentalna trasa. Następne będą już wiosną.


2 komentarze: