czwartek, 10 marca 2016

566 trasa - 10.03.2016

Międzybrodzie Żywieckie - Żar - Porąbka - Hrobacza Łąka - Przełęcz U Panienki - Kozy.

Po długiej przerwie Beskid Mały.
Gdybym nie był umówiony z koleżanką pewnie bym wrócił do domu, gdyż w drodze do autobusu całkowicie odebrała mi chęć dreptania klepsydra mówiąca o śmierci mojego dobrego kolegi, 5 lat młodszego. Fakt, że już dawno nie widzieliśmy się... ale taka wiadomość potrafi zwalić z nóg.
No, ale umówiony pojechałem i bardzo dobrze się stało, bo przynajmniej w miłym towarzystwie odreagowałem.
Zaczęliśmy w Międzybrodziu Żywieckim o 9.35 wychodzeniem szlakiem czarnym na Żar, ale tylko do wysokości dolnej stacji kolejki. Mieliśmy kilka wariantów na wypadek gdyby kolejka nie jeździła... ale była i o 10.05 jako jedyni pasażerowie mogliśmy dać jej wywieźć się na górę. Poprzednim razem był taki tłok, że jechaliśmy jak śledzie w beczce, a dziś na luzie i mogłem trochę pofocić z wagoniku.
Im wyżej, tym więcej mgły, ale to dodawało specyficznego, pozytywnego uroku. U góry byliśmy po 7 minutach. Spoglądamy na jezioro na szczycie Żaru, widoków specjalnych brak, więc zgodnie z pierwotnym założeniem zaczynamy schodzenie czerwonym szlakiem (10.17) nad zaporę w Porąbce.
Miło się schodziło, choć w miejscu gdzie 19 lat temu osunęła się ziemia w trakcie słynnej powodzi, było trochę nieciekawe zejście ze skały ze względu na śliskość podłoża.
Po przejściu przez zaporę, żegnamy czerwony szlak i odtąd (11.20) aż do końca pójdziemy żółtym. Tym razem pod górkę na Hrobaczą Łąkę. Zaczyna mżyć, ale co to dla nas... skóra nawilgnie i będzie zdrowsza. Sam szczyt w chmurach. Przybywamy do schroniska o 13.00 i będziemy tam przez 15 minut. Z niepokojem stwierdzam, że od lat nic się nie zmienia. Dalej brud do tego stopnia, że zamówienie zwykłej herbaty i jej wypicie, mogłoby wywołać kłopoty żołądkowe. Chodzi cały czas o brud na zapleczu, za okienkiem. Za to piwo z butelki można i z tego skorzystałem.
Nie mam szans na zobaczenie w pełnej krasie krzyża 3 tysiąclecia, więc od razu idziemy do Przełęczy U Panienki (13.30) i potem dalej schodzimy do Kóz.
Mżawka raz mniejsza, raz większa, mgła tak samo, tylko chmura została na Hrobaczej. Już w centrum Kóz żegnam koleżankę, gdyż ta jeszcze musi kawałek podlatywać na przystanek skąd odjedzie jej autobus, a ja via Dom Kultury do Urzędu Gminy, przed którym o 14.39 melduję się na mecie tej niepowtarzalnej i pięknej, jakże innej trasy.

2 komentarze:

  1. A już myślałam że po Kysucach zatraciliście wspólne zainteresowania. Świetnie, oby tak dalej. Pozdrawiam, zawsze ta sama miłośniczka waszych wędrówek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mogłaś zwątpić?! Pora trochę przypomnieć sobie szlaki po polskiej stronie, a niektóre przejść po raz pierwszy. Też pozdrawiam i dziękuję za wizytę z wpisem.

      Usuń