wtorek, 20 lutego 2018

694 trasa - 19.02.2018

Przełęcz Kubalonka - Przełęcz Szarcula - Stecówka - Karolówka - Przysłop - Barania Góra - Dolina Białej Wisełki - Wisła Czarne Fojtula.

Beskid Śląski. Miało być inaczej, miały być słowackie Tatry w dniu dzisiejszym, ale ze względu na pogorszenie się tam warunków atmosferycznych i zagrożenie lawinowe, jesteśmy tutaj gdzie bezpiecznie. Jakby na potwierdzenie sytuacji w Tatrach, wczoraj podano do wiadomości o przysypaniu Polki i Polaka lawiną. On 35-letni nie przeżył, a ją ciężko poturbowaną przewieziono do szpitala w Koszycach.
Nam tu żadna lawina dziś nie grozi, mamy idealną, słoneczną pogodę przy prawie minus 10 stopniach C.
Ponownie idziemy w czwórkę, ale zaraz na starcie okaże się, że będziemy w piątkę, gdyż dołączył się do nas młody piesek, którego podobno ktoś wczoraj wyrzucił. Czy tak było, trudno powiedzieć... może sam się zgubił. Jest przyjazny dla wszystkich, ale jednak nas wybrał i trochę to kłopotliwe, bo nikt z nas i tak go do domu nie przygarnie. Toteż wszystkich napotkanych nagabywaliśmy, żeby ktoś go zaadoptował.
Dziewczyny go karmiły i tak z nami szedł, a zaczęliśmy na Kubalonce o 9.10 szlakiem czerwonym. Piękne zimowe widoki i  o 9.27 miniemy Szarculę, a o 10.10 Stecówkę. Na Stecówce nawet nie podchodziliśmy do schroniska, bo i  pewnie zamknięte. Mówią na taką sytuację, że coś omija się szerokim łukiem i my to właśnie uczyniliśmy. Dotąd szliśmy drogą, gdyż kluczący po lesie czerwony szlak jest zimą nieprzetarty, a nam idzie się dziś gładko jak po stole i tak nam się pójdzie przez całą trasę.
Dalej już oficjalnym szlakiem aż do miejsca gdzie spotkamy czarny. Ku naszemu zdumieniu szlakowskaz w tym miejscu został usunięty, a jeszcze rok remu był, bo też tędy w lutym szliśmy.
Jeszcze na czerwonym przez moment zająłem opuszczone igloo, ale ciasno było.
Na czarny szlak weszliśmy o 10.37. Zauważamy na drzewach całkiem nowe stacje różańcowe, bardzo to ciekawe i muszę tym się zainteresować. Rok temu ich nie było. Do Karolówki dochodzimy o 11.05 i tam znowu zmieniamy kolor szlaku na niebieski i nim pójdziemy do końca.
Płuca wdychają świeże nieskażone powietrze, oczy cieszą widoki. Taka zima to jest zima i na to czekaliśmy, choć nie mogę narzekać, bo w przeciwieństwie do kilku minionych lat, tej zimy można ją było spotykać na szlakach, zwłaszcza teraz w lutym.
Do schroniska na Przysłopie przychodzimy o 11.36 i naszego pieska musieliśmy zostawić za drzwiami, gdyż zaatakował go głosem będący już tam inny ze swoją rodziną. Liczymy, że ktoś go zabierze ze sobą.
Dziewczyny zupki, a ja grzańca złocistego, bo tutaj też go pysznie przyrządzają. Gospodarze z prawdziwego zdarzenia. Wyremontowali obiekt po latach zaniedbań przez poprzedników i jak słyszeliśmy jest problem z uzyskaniem noclegów nawet w lipcu, bo już prawie wszystko zarezerwowane. Wniosek, jak się chce to można. Zupełnie inaczej niż sytuacja opisana 2 trasy temu.
Posileni wyruszamy dalej o 12.15. Piesek oczywiście na nas czekał i teraz jest bardzo smutny, bo boi się żebyśmy go znowu nie zostawili samego. Dopiero po czasie odzyska wigor.
Skrzący się śnieg, drzewa nim otulone, przedeptana ścieżka, to wszystko sprawia, że mimo podchodzenia w górę idzie się lekko.
Po dojściu do Wyrch Wisełki o 13.10 przed nami widok na Tatry, Pilsko i Babią Górę. Małej Fatry widać tylko kontury, bo akurat słońce nad nią promieniuje. Zachwycamy się. Smog o wiele mniejszy niż rok temu i to cieszy. Tak radośni dojdziemy do szczytu Baraniej Góry o 13.24. Tam siedzi sobie spokojnie na śniegu gość, który nam zrobi zdjęcia. Niestety pieska też nie chce.
Nie zatrzymujemy się tu tym razem, tylko od razu rozpoczynamy schodzenie. Jakże inne warunki niż rok temu. Praktycznie nie ma lodu pod nogami i jest szansa, że zamiast na 17-tą zdążymy na 16-tą na autobus w Fojtuli, choć wcale nie przyśpieszamy.
Do kaskad na Białej Wisełce przychodzimy o 14.26 i Seniorka wraz z drugą Bielszczanką dostały takiego przyśpieszenia, że nie było siły, żeby nie zdążyły na autobus o 15-tej! co jest praktycznie fizycznie niemożliwe, a jednak w ich wykonaniu stało się faktem. Nie ma co się dziwić, ale to jedyne połączenie gdzie nie muszą czekać godzinę na kolejny autobus w kolejnej miejscowości.
Zostaliśmy w dwójkę, bowiem i piesek z nimi poleciał. Spokojnie idziemy Doliną Białej Wisełki podziwiając jej nurt. Po czasie pojawi nam się remiza straży pożarnej w Czarnem i jesteśmy blisko celu. Na przystanku pojawia się nasz piesek. Ma tak smutną minę, oczekującą na przygarnięcie, że żal tak mocno serce ściska, że aż oczy się pocą. Gdybym nie miał Perełki to byłby mój. Niestety Perełka na widok psa dostałaby zawału, bo tak się ich boi.
Postanawiamy iść gdzieś na kawę. Pamiętam z dawnych lat "Pod Baranią" idziemy tam, ale zamknięte. Tam był staruszek pies i bardzo polubił naszego. Liczyłem, że przygarnie go do siebie, ale ten znowu poszedł z nami. Teraz więcej ludzi tutaj w okolicy jest z małymi dziećmi i on z nimi się bawi. Widocznie pochodzi z domu gdzie były dzieci.
W takiej scenerii o 15.45 kończymy trasę i za kwadrans mamy autobus. Piesek już do nas nie przyszedł, więc odjechaliśmy bez pożegnania a może to i lepiej bo ciężko byłoby mu powiedzieć, że nie może z nami do autobusu wsiąść. Mamy nadzieję, że ktoś go jednak przygarnął.
 

10 komentarzy:

  1. Piękna trasa i widoki. Aż mnie korci żeby się wybrać w góry. Czas niestety nie pozwala. Piesek prawie jak mój. Szkoda mi go bo taki smutny na tych zdjęciach. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas to jest coś takiego, że lubi przeszkadzać w tym co się lubi... a tam naprawdę pięknie, zwłaszcza tej zimy kiedy u nas zagościła.
      Na samą myśl o piesku serce dalej mi się ściska, ale cały czas mam nadzieję na szczęśliwy finał.
      Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozdrowienia, które odwzajemniam.

      Usuń
  2. U mnie by pieseł przytulisko znalazł, Aura jest zazdrosna, ale jakoś by przebolala, a towarzysz szwendaczkowy jak widać z niego przedni.
    U nas na Pogórzu często psy towarzyszą wędrowcom, ale zazwyczaj lokalnie, na dystansie do 5km. Kiedyś takiemu jednemu w podziękowaniu za towarzystwo wymontowałem ponad trzydzieści kleszczy.
    Tereny piękne. Zima też!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że masz dobre serce. Aura jest psem a Perełka króliczkiem, którego we wczesnej młodości tak jeden pies wystraszył, że do dziś ma uraz i wielkie lęki.
      Miałbym towarzysza do wędrówek, ale... mówi się trudno.
      Wiesz, całe to zimowe piękno przykrywa wyrzut sumienia, że... nie zabrałem czworonoga ze sobą i nigdy nie zapomnę tej błagającej miny na przystanku na Fojtuli.
      Dziękuję, że zajrzałeś. Serdeczności.

      Usuń
  3. Wspaniała panorama, a widok na Taterki to jak wisienka na torcie! Doskonała widoczność, nie często spotykana. Formy śnieżne zachwycają, a kontrast błękitu nieba z bielą śniegu- to bajka. Pieska szkoda, ale na pewno znalazł już schronienie, ciepły dom i pełną miskę. Tej wersji będę się trzymała1:-) Na jednym ze zdjęć ujęty jest śnieżny nielot- czyli orzeł śnieżny. To Twoje dzieło Stachu?
    Pozdrawiamy serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dzieciak zrobił nielota, dla mnie byłoby tam za mało miejsca.
      Jeszcze jedno, jeśli porównasz widoki z tymi z ubiegłego roku, to stwierdzisz, że smog 50% mniejszy, czyli, że przestrzeganie przepisów daje efekty.
      Dziękuję za pozdrowienia i je odwzajemniam.

      Usuń
    2. O tak! Panorama bez smogu cieszy oczy!Oby takie widoki były jak najdluzej😊 Pozdrawiamy serdecznie☺

      Usuń
    3. Też pozdrawiam i to z Perełką.

      Usuń
  4. no tak zamiast podziwiać i zachwycać się ...to był pęd...szybciej...jeszcze szybciej...to nie dla mnie...a i wszędzie pięknie i można coś zobaczyć...nawet czekając na następny bus...a widoki były piękne
    ...
    pozdrowka dla śpieszącej się bielszczanki...i dla Ciebie i Perełki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrowienia przekażę. No cóż, nasza koleżanka chce koniecznie znaleźć się w księdze Guinessa za doganianie środków lokomocji,które dzień wcześniej odjechały, hahaha. Niestety, ja jej w tym nie pomogę.
      Serdeczności Gabrysiu.

      Usuń