piątek, 17 listopada 2017

675 trasa - 16.11.2017

Korbielów - Szlakówka - Czarny Groń - Hala Miziowa - Pilsko - Hala Miziowa - Korbielów.

Beskid Żywiecki. Pierwsza biała trasa tej jesieni, jakże zresztą piękna. Namawiałem moje koleżanki, by właśnie dziś wybrać się na Pilsko, gdyż od jutra może popsuć się pogoda, co przełoży się na opady śniegu i wyjście tam może być trudniejsze.
Korbielów przywitał nas słoneczną pogodą i o 8.27 ruszyliśmy w górę zielonym szlakiem. Podkreślam "w górę", gdyż z małymi wyjątkami pójdziemy właśnie tak.
Kot, który wyszedł nam na spotkanie niespodziewanie skręcił na drzewo, nam z kolei bardzo podobała się wersja przebudowy psiej budy na kurnik.
Po minięciu zabudowań zaczęło się powolne wspinanie. Od pewnej wysokości za sobą widzimy Babią Górę w białej czapie. Zresztą wszystkie widoki są dziś dalekie i czytelne, tak bywa przed załamaniem pogody.
Słońce cały czas nam towarzyszy, co zresztą będzie na fotkach widoczne.
Im wyżej, tym więcej śniegu. W mojej głowie ciągle gra nowa wersja jednego z dawnych przebojów zespołu Hey, która to wraz z innymi została nagrana w tym roku na nową płytę zespołu.
Pierwsze nasze wspólne zdjęcie na dole (a idziemy wesołą czwórką) tak całkiem dobrze nie wyszło. Drugie z kolei na wysokości obdarzyło mnie szerokim cieniem przez środek, ale sympatycznie.
Pojawiają się wysokie drzewa mocno ośnieżone i po czasie już na Hali Miziowej ze szczekaniem witającym przybiegła po nas miejscowe kudłatka prowadząc nas do schroniska, gdzie będziemy pomiędzy godzinę z hakiem, pomiędzy 10.45 a 11.50. Jest czas na herbaty, kawę, piwo grzane, pisanie kartek i wspominanie starego schroniska, którego portret wisi na ścianie. Wspominamy jego niepowtarzalny klimat.
Początkowo nie wszyscy mieli ochotę wychodzić na Pilsko, ale po tej przerwie zdecydowaliśmy się wszyscy. Przed wyjściem zobaczyłem dużego misia i pieska i koniecznie musiałem się do nich poprzytulać.
Wychodzimy na Pilsko szlakiem czarnym, jednak osoby, które go przecierały nie doszły do granicy polsko-słowackiej, tylko przerobiły go skrótowo. Im wyżej, tym czułem się gorzej, ale to dlatego, że w podchodzeniu nigdy nie mam umiaru i zbytnio się forsuję. W końcu opadłem z sił, przepuściłem dziewczyny, a ja pod opieką "seniorki grupy" musiałem zjeść w postawie na baczność całego batonika Grześka i dopiero potem za nią mogłem wychodzić bez wyprzedzania. Skutecznym straszakiem na mnie był mój własny kijek, który teraz bardzo groźnie wyglądał w ręku seniorki, hahaha.
Specjalnie już nie miałem ochoty na szarżowanie, bowiem za kołem wyciągu weszliśmy do krainy królowej śniegu. Serce mocniej z zachwytu zabiło. Po lewej mam ciągle białą czapę Babiej Góry, a na Pilsku dojdzie widok białych Tatr.
Pod tablicę ze słowackim napisem Pilsko Granica dochodzę z seniorką o 12.55. Teraz idziemy do pozostałych koleżanek, które już poszły na właściwy szczyt po słowackiej stronie. Idziemy zielonym szlakiem, z tym, że znowu osobno, gdyż seniorka pozwoliła mi już iść samemu do przodu.
Meldujemy się na szczycie Pilska o 13.10. Cieszą się nasze oczy, dusze, serca i dopadł nas zachwyt nad pięknem świata. Ja szczególnie, gdyż znacznie niżej, byłem gotowy do odwrotu, a jednak udało się.
Wracamy, mieliśmy zamiar schodzić w dół niebieskim słowackim szlakiem do Korbielowa Granicy, ale nie był przedeptany. No to w dół czarnym na Halę Miziową. Zejście tym razem trwało o pół godziny krócej, bo tylko 35 minut (13.30 - 14.05).
Okazało się, że nasz polski czerwony szlak ku granicy też nie jest przetarty, zatem pozostaje nam żółty do Korbielowa, który przez pewien okres czasu wspólnie wiedzie z zielonym, którym tu wychodziliśmy... o 14.30 odłączamy od zielonego.
Schodzimy w cieniu, gdyż słońce już tu nie dociera. Okazało się, że ten żółty był idealnym do schodzenia,
mimo niewielkiego oblodzenia w kilku miejscach. Jedna z koleżanek "fiknęła koziołka", a ja z uśmiechem zapytałem, dlaczego idzie nogami do góry... i wtedy... zgodnie z przysłowiem "nie śmiej się bratku z cudzego wypadku" też runąłem jak długo z wielkim zresztą śmiechem... ratując przede wszystkim aparat obiłem sobie lewą część zadku.
Będąc na dole na asfalcie, widzimy, że dzień się chyli ku zachodowi, ale jeszcze po widnie zakończyliśmy na przystanku autobusowym w Korbielowie o 15.45. Trasy, która znowu będzie zapamiętana jako ta szczególnie piękna i wymagająca wysiłku.


10 komentarzy:

  1. Zdjęcia do wielokrotnego oglądania i podziwiania! Zdecydowanie!
    Jesienna wyprawa w zimowej scenerii z nieprawdopodobnymi widokami. Wielokrotnie zdobywaliśmy Pilsko, ale tak wyraźną panoramę Tatr, ujawnioną w całej okazałości, widzimy stamtąd po raz pierwszy.
    Wycieczka niesamowita, pokazująca majestat gór w całej zimowej krasie. Groźny, piękny, fascynujący, budzący szacunek i pokorę.
    Ekipa wspaniała, pogodna i uśmiechnięta. Aż miło patrzeć.
    Prócz panoram, bardzo mi się spodobał śnieżny chopek ... a właściwie ślad który po sobie zostawił :-)
    Pozdrawiamy serdecznie i pogodnie :-))








    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Was serdecznie... tak długo Was tutaj nie było, jak mówią słowa pewnej piosenki, hahaha
      Wiem, że zawsze jesteście, ale też czasem nie ma czasu na pozostawienie śladu po sobie, coś o tym wiem.
      Masz rację, ekipa nam się udała, tylko Was brakuje wciąż. Widoki, w tym na Tatry były wkalkulowane przy planowaniu trasy, gdyż groziło od następnego dnia załamanie pogody, a wtedy są takie właśnie cudne obrazy żywe do oglądania.
      Nas jednak zaniepokoił inny fakt, o czym nie pisałem w relacji... smog, który znowu pojawił się w tle niczym czarna kurtyna kończąca świat.
      Dziękuję za wizytę i przekazuję serdeczności.

      Usuń
  2. ... mamy nadzieję, że nie zapomniałeś o szczególnych pozdrowieniach dla Seniorki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże mógłbym zapomnieć... została wyściskana publicznie już na początku, czyli na stacji kolejowej Bielsko-Biała Główna.

      Usuń
  3. Przygotuj się na dłuższe czytanie. Między poprzednią twoją trasą a obecną odnalazł mnie dawny kolega szkolny który we mnie się zakochał. Ja byłam taką która koniecznie chce wyjść za mąż ale nikt mi nie odpowiadał i tak w końcu skreślili mnie adoratorzy i zostalam sama. Myślę że wózek zamiast chodzenia to tez jest efektem mojej postawy życiowej dla opamiętania.
    Kolega przypadkiem trafił na twój blog z moimi komentarzami i od razu domyślił się o kogo chodzi. Kiedy stanął w drzwiach mojego domu do którego nawet rodzina nie zagląda o mało co nie spadłam z wózka.
    Powiedział że przeglądał mnóstwo relacji z twoich spraw głównie po to żeby upewnić się że tą piszącą jestem ja.
    Powiedział w progu że nigdy się nie ożenił bo tylko mnie kochał i od razu zapytał, czy zostanę jego żoną. Zemdlałam. Ocucił mnie, po czym na rękach zaniósł mnie do samochodu i zawiózł na Żywczakową. Tam byliśmy na mszy i poprowadził mnie pod ręką do komunii!!!!!
    Przeszłam sama na własnych nogach trzymana jego mocną ręką.
    Stasiu, Stacho, Stanisławie, dziękuję Mateńce że cię spotkałam chociaż nie osobiście. Weźmiemy ślub i będziesz na niego proszony ale z warunkiem że nie będzie to żadna trasa żadna sensacja.
    Brat na wiadomość o moim szczęściu powiedział - żebyś zdechła bo miałaś mieć ucięte te klepeta a nie ciągnąć do łóżka chłopów wszetecznico.
    Potem dowiedziałam się że naprawdę rodzina liczyła na to że mi nogi odetną i oddadzą mnie gdzieś nie wiadomo gdzie i przejmą dom.
    Nie będzie ich na moim weselu a ja na swój ślub pójdę do ołtarza na własnych nogach oparta na ramieniu męża.
    Stasiu już nie wiem co napisać. W końcu jestem szczęśliwa.
    A teraz odniosę się do trasy. Trzeba ci takiej seniorki która zrobiłaby z tobą porządek. Krajobrazy i zdjęcia cudne. AC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AC, cieszę się Waszym szczęściem, ale na wesele i tak bym nie poszedł. Dasz znać kiedy to będzie i wtedy pomodlę się za Waszą przyszłość. Chciałbym, żebyś dla mnie pozostała dalej jako AC.
      Widzisz co znaczy zawierzyć Mateńce... w ciągu tych kilku lat bardzo wiele się w Twoim życiu zmieniło.
      Nasi bliscy jakoś nie lubią kiedy nam się zaczyna powodzić. Latem, człowiek, którego traktowałem jak syna, napisał mi sms-a, żebym zdechł. Podobnie jak Twój brat w stosunku do Ciebie.
      Swoją drogą cieszę się, bo wreszcie przestaniesz zaczepiać tutaj w komentarzach mężczyzn, hahaha
      Dziękuję za odwiedziny i pamiętaj o tym blogu.
      Serdeczności.

      Usuń
  4. Świetna trasa, bardzo ciekawie rozplanowana. Ja jeszcze śniegu w tym sezonie na szlaku nie widziałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę to jeszcze za śniegiem nie tęsknię. Wolę pojechać gdzieś by go spotkać, jak w przypadku tej trasy, ale u siebie jeszcze go nie oczekuję, choć na szczytach pobliskich gór bywa.
      Fajnie, że zajrzałeś.

      Usuń
  5. no piękna trasa...jakiej jeszcze w śniegu nie zrobiłam...
    więc zaś mogę powiedzieć...wszystko przedemną, haha...
    miłego:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... a może przed nami? W końcu policz czas ile go minęło kiedy ostatni raz dreptaliśmy. Serdeczności.

      Usuń