środa, 12 lipca 2017

650 trasa - 12.07.2017

Koniaków Koczy Zamek - Ochodzita - Karczma Ochodzita - Koniaków.

Najwyżej położona miejscowość Beskidu Śląskiego - Koniaków. To tam zawozi mnie rano autobus, gdyż właśnie tam mam spotkać się z koleżanką, która przyjechała na urlop z Hiszpanii. Tutaj się urodziła i tutaj ma swoją rodzinę, choć już zakorzeniła się na Półwyspie Iberyjskim.
Czeka na mnie na przystanku autobusowym pod Koczym Zamkiem i po serdecznym przywitaniu o 8.40 zaczynamy naszą pierwszą wspólną w życiu wędrówkę na... Koczy Zamek. Po drodze witają nas pieski, jak zawsze życzliwe w tym miejscu.
Pierwsze spotkanie polsko-hiszpańskie na szczycie... na szczycie Koczego Zamku o 8.50. Teraz są modne różnego rodzaju szczyty międzynarodowe, więc i my będziemy mieć jeszcze jeden taki szczyt ale na Ochodzitej... Koleżanka zadowolona z widoków, gdyż dziś widać "jak na dłoni". Możemy podziwiać góry Beskidu Śląskiego z Baranią Górą, Beskidu Żywieckiego, Kysuc, Małej Fatry, Beskidu Śląsko-Morawskiego z Łysą Góra... tylko Tatr nie widzimy. Słońce mocno operuje w rejonie gdzie powinny być widoczne. Ta dobra widoczność ma wadę w postaci tego, że zapowiada popsucie pogody na wieczór, lub noc... a na brak wody w tej chwili narzekać nie można, gdyż błotniście jest mocno na podejściu i zejściu z Koczego Zamku. Schodzimy i na parkingu wsiadamy do samochodu, by podjechać na parking przed Karczmą Ochodzita i... zaczynamy wychodzenie na... Ochodzitą. O 9.10 będzie drugie spotkanie na szczycie. Koleżanka prowadzi mnie pod płytę kamienną poświęconą Janowi Pawłowi II od Światowego Zjazdu Górali, a ciut niżej jest kapliczka, o której istnieniu pojęcia do tej pory nie miałem. Jest mocno rozbudowana w porównaniu z tym co pamięta z dzieciństwa. To do niej przychodzili górale podczas nabożeństw majowych. Wystrój świadczy, że chyba tak jest dalej. Ważne, że znowu poznałem jeden ważny punkt na Ochodzitej. Schodzimy do karczmy na przepyszną zupę borowikową i na espresso. Czas pomiędzy 9.30 a 10.40 przeleciał z kosmiczną szybkością i trzeba się pożegnać.
Mam szczęście do dobrych, ba! do bardzo dobrych ludzi. Trochę żal, że musi wracać, ale cóż na to poradzimy. Serdeczne pożegnanie i trasę dokończę już sam. Pójdę za drogą do centrum miejscowości, dalej podziwiając krajobrazy i ciekawe miejsca. Przez moment towarzyszył mi będzie tym razem żółty szlak turystyczny.
Zakończę trasę o 11.37 po wyjściu z kościoła, gdzie wstępuję na modlitwę. Jak tu cicho i spokojnie.
Zanim wgram fotki z trasy, to zespół z Istebnej zaśpiewa nieoficjalny hymn górali beskidzkich. Dlaczego? a dlatego, że byłem pod wrażeniem, kiedy koleżanka fociła nasze trawy, bo takich w Hiszpanii nie ma, a bardzo za nimi tęskni. Można być na końcu świata, ale zawsze wraca się do korzeni.


2 komentarze:

  1. Ale Ty masz tych koleżanek ;)

    Tereny mi nieznane, moja strata, da Bóg nadrobię, bo widać ze warto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bóg da... Tobie na pewno. Gorzej ze mną w Twoich terenach, bo tyle przede mną, że raczej nie mam szans na zobaczenie co Ty tak przepięknie pokazujesz wokół siebie. A dlaczego? lata lecą Macieju i żałuję, że wcześniej nie mieliśmy kontaktu. Serdeczności, jak zawsze Tobie... a jak piszę Tobie to znaczy Wam wszystkim w Twojej przesympatycznej Rodzinie, którą założyłeś.

      Usuń